26 lutego 2011

"Szkoła Strachu" Gitty Daneshvari


"Drogi kandydacie!
Z przyjemnością informuję o zakwalifikowaniu na letni kurs w Szkole Strachu. Jak już Ci wiadomo, Szkoła Strachu to niezwykle ekskluzywna instytucja prowadzona przez panią Wellington. Celem placówki jest eliminowanie dziecięcych lęków przy użyciu nietypowych metod. Niewielka grupa rodziców, lekarzy, wychowanków i nauczycieli, która wie o jej istnieniu, skwapliwie strzeże naszej anonimowości. To oni udzielają referencji potencjalnym uczniom. Nalegamy, by kandydaci oraz ich rodziny rozmawiali o Szkole Strachu wyłącznie w zaciszu domowym przy włączonym telewizorze, odkręconej wodzie i szczekaniu psa.
W imieniu pani Wellington i całej kadry Szkoły Strachu pragnę powitać Cię wśród naszych uczniów.
Z serdecznymi pozdrowieniami..."

   "Szkoła Strachu” to druga wydana w Polsce książka Gitty Daneshvari. Dostała się w moje ręce przez przypadek: śmieszna okładka, ciekawy tytuł; pomyślałam że to jakiś lekki horror dla nastolatków, więc coś dla mnie, bo wciąż jestem nastolatką a książek naukowych przed maturą mam dość. Chciałam przeczytać coś nad czym nie będę musiała wysilać się umysłowo. I tu – jednak – pozytywnie się zawiodłam.
   Recenzowana przez mnie powieść dla młodzieży napisana jest w sposób ciekawy. Opisy są plastyczne pomimo nie zbyt obszernej wizualnie formy. Autorka potrafi zawrzeć w kilku zdaniach komizm lub grozę miejsca, wygląd danej postaci (każda jest całkowicie odmienna od drugiej i nie ma szans na pomyłkę) lub śmieszną sytuację – bez zbędnych dodatków. Więc ani przez chwilę czytelnik nie ucieka ze swoją uwagą od wydarzeń fabuły, bo nie ma na to szans. Wszystko dzieje się tak szybko i nadzwyczajnie, że nie ma czasu na zastanowienie. Akcja toczy się swoim torem, a czytelnik po prostu w niej uczestniczy.
   Jak już wspomniałam bohaterowie są nietuzinkowi. Theo, Lulu, Madeleine i Garrison zostają przez rodziców wysłani na wakacyjny kurs w tytułowej Szkole Strachu, gdzie mają wyzbyć się swoich fobii. Wydawać by się mogło, że każdy ma jakieś fobie, obawy, ale lęki bohaterów nie dają się wyleczyć ot tak, po prostu. Żaden psycholog czy surowy rodzic nie może poradzić sobie z dzieckiem, które oddycha oparami środków owadobójczych czy wysyła do swojego rodzeństwa co kilka minut smsy: "żywy czy martwy?" Sytuacja jest poważniejsza, ale głębszy wgląd pozostawiam ciekawym tej książki.
   Daneshvari buduje nietuzinkowy świat przedstawiony. Szkoła Strachu znajduje się na obrzeżach miasteczka, które można zwiedzić w kwadrans. Położona jest na wzgórzu, na które można dostać się tylko poprzez hak przyczepiający się do auta… Dzieci są przerażone okolicą, brakiem komunikacji ze światem, nowym otoczeniem, a krążące legendy napawają je tylko większym strachem. Jednak sama Szkoła jest już miejscem egzotycznym. Bo gdzie dyrektorka jest jedynym nauczycielem, w dodatku byłą Miss i wykłada swoją własną historię na zajęciach? W której szkole jest biblioteka pełna brzydkich zapachów, a woźny i kucharz w jednej osobie owija jednym kosmykiem całą głowę?
   Pełna sprzeczności, komizmu, napisana świetnym, lekkim stylem powieść młodzieżowa z nutką grozy. Tak możnaby jednym zdaniem określić tę pełną przygód i wariacji pozycję książkową, która kończy się dla jednych dość przewidywalnie dla innych znów całkiem zaskakująco. Autorka urywa jakby w pół zdania, pozwalając czytelnikowi na własne „szczęśliwe zakończenie” a z drugiej strony zostawia sobie furtkę do kontynuacji. Zdecydowanie polecam ją na prezent dla nastolatka, chłopca czy dziewczyny. Nie ma w niej dużo miejsca na słodkie tete-a-tete, jest tylko zabawa i śmiech.


Tytuł oryginalny: School of Fear
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.
Ilość stron: 328
Rok wydania: 2010