13 października 2013

"Zaliczyć czwórkę" Janet Evanovich

Stephanie Plum z drużyną rusza na ulice Trenton. Jeśli zobaczysz stukilogramową Murzynkę w różowej sukience albo draq queen z widoczną niechęcią do depilacji – bierz nogi za pas albo zostaniesz potraktowana... lakierem do włosów. 

Stephanie dostaje zlecenie doprowadzenia do sądu Maxine Nowicki. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się banalna – Maxine postawiono zarzut kradzieży samochodu jej chłopaka – nie ma wątpliwości, że to efekt kłótni kochanków. 
Tylko, że poszukiwana jakby zapadła się pod ziemię, jedyny ślad to zaszyfrowane wskazówki zostawiane w najdziwniejszych miejscach. 
Maxine szuka również tajemniczy psychopata, który lubuje się w okaleczeniach. Jakby tego było mało Stephanie staje się celem wyjątkowo płomiennych ataków zazdrości.
Trzeba zawrzeć pakt z Joe Morellim. A co gorsza – z jego rodziną. Która już rezerwuje ślubną salę i opowiada o słodkim małym bambini. 
Co to, to nie!

   Miałam czytać coś innego - taki był plan. Ale jak to z planami bywa, nie wyszło. Tamta książka była gruba, nieporęczna i przygnębiająca - a kolejny powrót na uczelnię sam w sobie jest już dość smutny, torba zaś pełna wszystkiego - więc sięgnęłam po zawsze kuszącą Evanovich. I było cudownie!
   Od czytania trzeciego tomu minęło kilka miesięcy, ale to nic nie szkodzi! Autorka wspomina ważne fakty mimochodem i bez większego wysiłku wplata je w narrację prowadzoną przez Stephanie. Dużo osób narzeka na pierwszoosobową narrację - rozumiem - ale tutaj lepszej opcji być nie mogło. Stefka jest tak urocza, zabawna i kobieca (niezdarność, brak zdecydowania, po prostu płeć piękna - płeć słaba), że po prostu nie da się jej odmówić. Mało to wszystko profesjonalne z mojej strony, ale przy takiej książce trudno silić się na wyszukane (wysublimowane!) określenia. 
   Zaczyna się niewinnie - jak zwykle. Nieszkodliwy NS, sprawa z pozoru banalna, nic tylko schwytać i się obłowić. Gorzej, gdy o pomoc w coraz trudniejszej łamigłówce trzeba prosić syna sąsiadki, który jest dwumetrowym, nieogolonym transwestytą, po piętach depcze największy wróg i stara się pieniądze zgarnąć nam sprzed nosa a Morelli... cóż. Trzeba się z nim przeprosić i zdać na jego gościnność. Ale po kolei.
   Czytając, miałam wrażenie, że pomimo kilku przewidywalnych faktów, to była najlepsza część dotychczas. Po pierwsze: dosłownie pękałam ze śmiechu. Po drugie: prawie każdą stronę chciałam skanować i wrzucać do internetu bo teksty były boskie. Po trzecie: precz z Grey'em, kiedy Morelli wkracza do akcji. Po czwarte: Lula rządzi!
   Ciężko określić konkretne sytuacje czy opisywać fabułę, bo nie chcę Wam czegokolwiek zdradzić. Wyłuszczę jedynie powody, dla których ja Evanovich wielbię:
1) lekki, przyjemny styl = idealna lektura do odprężenia,
2) narracja Stephanie - czuję się jakbym to ja była na jej miejscu i mogę się z nią w pełni identyfikować - też bywam taką ofiarą losu, nawet częściej niż ona i dużo kombinuję, żeby wychodzić z opresji cało i z twarzą,
3) bohaterowie są może i przerysowani, ale w swoich karykaturach uroczy i do polubienia,
4) nie jestem wielbicielką kryminałów, ale sprawy Plum nigdy mnie nie nudzą,
5) każdy w Trenton ma broń,
6) chyba tylko Kerstin Gier potrafiła mnie tak rozśmieszyć jak Evanovich,
7) Komandos i Morelli.
   Teraz, gdy wszystko jest już jasne, zapraszam Was do bibliotek a co odważniejszych do księgarni i na allegro. Cena książek z tej serii to dla mnie horror - jedyny minus ale trzeba przyznać, że konkretny. Dla szybko czytających jedna część to dłuższa podróż pociągiem albo jeden wieczór. A cena na okładce to aż 40zł. Mnie to przeraża, ale ja to ja :)

1 komentarz:

  1. Muszę wreszcie sięgnąć po przygody Stephanie Plum

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i poświęcony mi czas :)