11 lipca 2011

"Czerwień rubinu" Kerstin Gier

Trylogia Czasu jest tak wciągająca, że w zasadzie należałoby powiedzieć: „wsysa”; jest dowcipna, a zarazem totalnie romantyczna. Pewnego dnia piętnastoletnia Gwen odkrywa, że jest posiadaczką genu podróży w czasie – niespodziewanie przemieszcza się o sto lat wstecz. Okazuje się, że nie jest jedynym podróżnikiem - istnieje całe tajne bractwo, zajmujące się kontrolą dwunastu podróżników w czasie – Gwen jest ostatnim z nich. Szybko odkrywa, że jedenastym jest bardzo atrakcyjny dziewiętnastolatek: Gideon. Ale zakochiwanie się nie jest takie proste gdy się skacze tam i z powrotem w czasie i gdy trzeba wypełnić niebezpieczną misję w XVIII. wieku.


   Mówi się, że czytelnictwo w Polsce stoi na bardzo niskim poziomie, ale już nikt nie wspomina dlaczego. Moje wyjaśnienie jest takie, że to trauma z dzieciństwa po średnio lubianych lekturach i aktualny wysyp książek byle jakich. Byleby sprzedać, połączyć bohaterów w bajeczną parę już w drugim rozdziale i jakoś to będzie. Dlatego też, aby rozbudzić wyobraźnię potencjalnych czytelników potrzeba książki błyskotliwej, wciągającej, ze świeżym pomysłem na fabułę i z interesującymi postaciami, które potrafią wywołać niekontrolowane wybuchy śmiechu.
   Taką właśnie książką jest zdecydowanie „Czerwień Rubinu” Kerstin Gier. Możecie pomyśleć, że słodzę, bo niby jakim cudem? Przecież niemiecki humor jest ciężki, główni bohaterowie nazywają się Gwendolyn i Gideon, a wydawcy reklamują tę książkę jako lepszą od Zmierzchu – czego nie można nazwać najlepszą rekomendacją, bo takich książek jest naprawdę dużo.
   Zapomnijcie jednak o utartych stereotypach, marnych reklamach i dajcie się ponieść słowom autorki. W tej kwestii zdecydowanie wiedzie prym. Powieść czyta się szybko i przyjemnie, a Gier raczy nas nieustannie dużą dawką dobrego humoru i bezbłędnymi dialogami, przez co ciężko jest czasem powstrzymać się od śmiechu – lepiej więc czytać „Czerwień Rubinu” w domowym zaciszu niż w zatłoczonym autobusie czy pociągu.
   „Czerwień Rubinu” Kerstin Gier to pierwsza część Trylogii Czasu, której główną bohaterką jest Gwendolyn Shepherd – nieco zakompleksiona nastolatka, której hobby jest oglądanie filmów na DVD z najlepszą przyjaciółką. Żyje ona w cieniu swojej pięknej kuzynki Charlotty, która oprócz samych szóstek w dzienniku może poszczycić się znajomością wielu języków, szermierki oraz dworskiej etykiety. Charlotta bowiem, po skończeniu szesnastu lat zacznie przenosić się w czasie, w sposób mniej lub bardziej kontrolowany – razem z Gideonem, przystojnym dziewiętnastolatkiem, który również posiada gen podróży w przeszłość – w celu wypełnienia tajnej misji hrabiego de Saint Germain. Sam Newton wyliczył, że to właśnie ona, na podstawie jej daty urodzin. Jednak sprawa się komplikuje, gdy mdłości, zapowiadające skok w czasie, odczuwają obie kuzynki, a niespodziewaną podróż w przeszłość odbywa Gwendolyn.
   Na początku miałam nieznaczne obawy, że ta książka będzie niewypałem. Znałam bowiem autorkę z jedynej do tej pory wydanej w Polsce powieści „Z deszczu pod rynnę”, która była znakomita, ale jej realia nie wykraczały poza znaną nam rzeczywistość. Zaś w „Czerwieni Rubinu” pojawiają się wspomniani nosiciele genu podróży w czasie, osoby o nadprzyrodzonych zdolnościach (fantastyka jak się patrzy) oraz stowarzyszenie ludzi pragnących skompletować części  tajemniczego urządzenia - chronografu (po prostu science-fiction). Jednakże pomimo tych wszystkich nieziemskich motywów, wierzę, że książka przypadnie do gustu także takim laikom w sferze fantastyki  jak ja. Kerstin Gier wprawdzie zbudowała bardzo szczegółowo cały świat przedstawiony, ale rzeczywistość średniowiecznego, wiktoriańskiego i współczesnego Londynu pełnego fantastycznych postaci nie przytłacza czytelnika, bo niwelują to zgrabnie opisane relacje nastoletnich bohaterów, zmagających się ze szkołą, płcią przeciwną i nie najlepszymi relacjami w rodzinie.
   A zatem, kiedy będziecie się zastanawiać, jaką książkę zabrać do plecaka na wakacyjny wypad albo kupić na urodziny znajomemu, weźcie pod uwagę ten tytuł, bo może Was zaskakująco pozytywnie zaskoczyć i dostarczy wiele radości. Ostrzegam tylko przed skutkiem ubocznym, jakim będzie spory niedosyt po przeczytaniu tej lektury. Premiera następnej części za kilka miesięcy to chyba jedyny jej minus. Na zbyt oczywistego księcia z bajki, jakim na pierwszy rzut oka jest Gideon, możemy przymknąć oko. 



Tytuł oryginalny: Rubinrot
Autor: Kerstin Gier
Wydawca: Wydawnictwo Egmont
Ilość stron: 344
Rok wydania: 2011

4 komentarze:

  1. Kusisz aż miło i mnie przekonałaś:). Z chęcią tę książkę przeczytam:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobra recenzja. Zgadzam się, że w tej chwili wydawane jest byle co, a najlepszym przykładem tego jest fakt, że każda książka reklamowana jest jako "lepsza od Zmierzchu", jak zresztą napisałaś ;-D
    I uważam, że ludzie nie powinni mieć uprzedzeń do niemiecki pisarzy. W końcu "nie ocenia się książki po okładce" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Stoi i czeka w kolejce, więc niedługo się za nią wezmę. :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i poświęcony mi czas :)