Pierwsza część trylogii „Chemiczne światy”.Dzieci poczęte naturalnie są niedoskonałe. Dlatego – żeby stworzyć idealnych ludzi – ruszyła produkcja embrionów bez najmniejszych wad genetycznych. Ale tylko pierwsze pokolenie to okazy zdrowia; potomkowie perfekcyjnych ludzi umierają w wieku dwudziestu paru lat. W tym ponurym świecie dziewczęta zmuszane są do poligamicznych małżeństw, by zapewnić przetrwanie gatunku. Rhine, Jenna i Cecily trafiają do ekskluzywnej rezydencji w gaju pomarańczowym, gdzie wszystkie poślubia młody syn właściciela. Serce Rhine bije jednak dla Gabriela, młodego Służącego, który zaryzykuje wszystko, by pomóc jej odzyskać wolność. Dziwaczny świat luksusu i piękna, skrywający mroczne sekrety, rozciąga swoje macki, wabi dziewczęta iluzją. Lecz widmo śmierci wciąż krąży wokół nich, niepogodzonych z losem. Liczą na cud, a każdemu z czymś innym kojarzy się prawdziwe życie.
Jakże wspaniałe byłoby życie bez chorób! Przekonali się o tym ludzie, którzy jako embriony zostali poddani modyfikacjom genetycznym likwidującym wszelkie wady. Oczywiście, stało się to po apokalipsie, którą przetrwała tylko Ameryka - skądś to znamy? O tak, ten motyw jest już dość oklepany - ale co jest tak zaskakującego w książce "Atrofia", że zbiera ona same najlepsze recenzje i tak mocno zachwyca na całym świecie? Szczerze, nie do końca znam odpowiedź na to pytanie.
Do lektury podeszłam pełna entuzjazmu, zauroczona okładką, pomysłem na fabułę - i może gdybym nie miała za sobą "Igrzysk Śmierci" piałabym z zachwytu, bo recenzowana przez mnie powieść nie jest zła. Jednak coś mi tam zgrzytało. Możliwe, że było to tylko słabe tłumaczenie ale tego akurat sprawdzić nie mogę. Niestety ode mnie ta książka najwyższej noty nie dostanie.
Rhine, główna bohaterka i narratorka powieści, do czasu porwania pracuje gdzieś w telekomunikacji i razem ze swym bratem bliźniakiem Rowanem prowadzi dosyć spokojny żywot. Oboje są dla siebie ogromnym wsparciem po tragicznej śmierci rodziców, którzy będąc naukowcami, padli ofiarą zdesperowanych opozycjonistów domagających się zakończenia wszelkich eksperymentów na ludziach. Rhine musiała zakończyć naukę i zacząć pracować - miała do wyboru niewiele opcji. Gdyby nie brat, pewnie udałoby się ją zwerbować na prostytutkę ale z takim obrońcą, do czasu porwania przez Kolekcjonera, była bezpieczna i niezależna.
Pewnego dnia Rowan nie może pomóc siostrze, która wraz z wieloma innymi dziewczynami zostaje wieziona w ciężarówce na drugi koniec kraju. Rhine zostaje sprzedana Zarządcy Lindenowi jako kandydatka na żonę, jedna z trzech. Razem z nią, małżonkiem będą się dzielić jeszcze Jenna i Cecily. Dwie skrajnie różne postacie, obie wyjątkowo piękne. Dziewczyny będą żyć w luksusowej klatce - bo jak inaczej nazwać zamknięcie przed światem i konieczność bycia żoną i matką?
To tyle jeżeli chodzi o opis fabuły - moim zdaniem całkiem konkretnej, ciekawie pomyślanej ale z drugiej strony nieco schematycznej. Bo zazwyczaj po apokalipsie (w literaturze) jest okres, w którym zwyczajni i biedni ludzie są uciemiężeni przez tych "na górze", z pieniędzmi więc i władzą w rękach. Czemu nie na odwrót? Ale to temat na inny post i zdecydowanie odrębna dyskusja (no i możliwe, że są książki o innym schemacie po apokaliptycznym). Ważne, że ten schemat był już wykorzystywany i można go było tylko trochę upiększyć stylistycznie, opisowo a byłoby dużo lepiej.
Drugi problem to strona techniczno-naukowa. Jeżeli już ktoś się decyduje na poruszenie tej kwestii w książce to niech się na niej mocno oprze i coś zaprezentuje - a nie: seria nazywa się Chemiczne Światy, a mówimy cały czas o genetycznych (biologicznych!) manipulacjach. Do tego ten wirus, przez który dziewczyny umierają mając około 20 lat, a chłopcy 25. Wirus, którego nikt nie wykrył a zachowuje się jak jakiś program komputerowy. Wszystko to jest jakieś takie chaotyczne, nieokreślone - niewiele osób zadaje ważne pytania. Ja chcę więcej, to mnie interesuje - choćby była to tylko czcza gadanina jak w fantastyce naukowej. Kiedy powiedziało się "a", to trzeba też powiedzieć "b".
Jednakże, spokojnie! Nie jest aż tak źle z tą powieścią - ja tylko zaznaczyłam błędy, aby nie zniknęły między zachwytami. Trochę przesadziłam - książka jest dobra, zasługuje na uwagę i warto się jej bliżej przyjrzeć jako kolejnemu ciekawemu debiutowi ale nie obiecuję nikomu, że będzie to powieść roku. Może miałam zły dzień, złe światło, zły humor - po prostu mnie ta książka szczególnie nie poruszyła. Za to na pewno mnie zaciekawiła, wciągnęła i czytało się ją bardzo szybko. Taki miły przerywnik pomiędzy cięższymi lekturami z bardzo ciekawą i różnorodną plejadą bohaterów.
Najbardziej wdzięczna jestem autorce za zakończenie - wprawdzie to Trylogia ale dzięki temu, że Destefano nie pastwi się nad Czytelnikiem stawiając mu przed oczami wielki znak zapytania i nie ucina książki w trakcie akcji można ją spokojnie czytać jak jedną i kompletną historię. Przez ten zabieg, osoby, które chcą czytać "Atrofię" nie powinny się obawiać tego, że będą musiały z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych książek, a ci czytelnicy, którzy nie lubią serii, sag i wielotomowych dzieł będą mogli spokojnie oddać się lekturze książki Lauren DeStefano.
To tyle jeżeli chodzi o opis fabuły - moim zdaniem całkiem konkretnej, ciekawie pomyślanej ale z drugiej strony nieco schematycznej. Bo zazwyczaj po apokalipsie (w literaturze) jest okres, w którym zwyczajni i biedni ludzie są uciemiężeni przez tych "na górze", z pieniędzmi więc i władzą w rękach. Czemu nie na odwrót? Ale to temat na inny post i zdecydowanie odrębna dyskusja (no i możliwe, że są książki o innym schemacie po apokaliptycznym). Ważne, że ten schemat był już wykorzystywany i można go było tylko trochę upiększyć stylistycznie, opisowo a byłoby dużo lepiej.
Drugi problem to strona techniczno-naukowa. Jeżeli już ktoś się decyduje na poruszenie tej kwestii w książce to niech się na niej mocno oprze i coś zaprezentuje - a nie: seria nazywa się Chemiczne Światy, a mówimy cały czas o genetycznych (biologicznych!) manipulacjach. Do tego ten wirus, przez który dziewczyny umierają mając około 20 lat, a chłopcy 25. Wirus, którego nikt nie wykrył a zachowuje się jak jakiś program komputerowy. Wszystko to jest jakieś takie chaotyczne, nieokreślone - niewiele osób zadaje ważne pytania. Ja chcę więcej, to mnie interesuje - choćby była to tylko czcza gadanina jak w fantastyce naukowej. Kiedy powiedziało się "a", to trzeba też powiedzieć "b".
Jednakże, spokojnie! Nie jest aż tak źle z tą powieścią - ja tylko zaznaczyłam błędy, aby nie zniknęły między zachwytami. Trochę przesadziłam - książka jest dobra, zasługuje na uwagę i warto się jej bliżej przyjrzeć jako kolejnemu ciekawemu debiutowi ale nie obiecuję nikomu, że będzie to powieść roku. Może miałam zły dzień, złe światło, zły humor - po prostu mnie ta książka szczególnie nie poruszyła. Za to na pewno mnie zaciekawiła, wciągnęła i czytało się ją bardzo szybko. Taki miły przerywnik pomiędzy cięższymi lekturami z bardzo ciekawą i różnorodną plejadą bohaterów.
Najbardziej wdzięczna jestem autorce za zakończenie - wprawdzie to Trylogia ale dzięki temu, że Destefano nie pastwi się nad Czytelnikiem stawiając mu przed oczami wielki znak zapytania i nie ucina książki w trakcie akcji można ją spokojnie czytać jak jedną i kompletną historię. Przez ten zabieg, osoby, które chcą czytać "Atrofię" nie powinny się obawiać tego, że będą musiały z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych książek, a ci czytelnicy, którzy nie lubią serii, sag i wielotomowych dzieł będą mogli spokojnie oddać się lekturze książki Lauren DeStefano.