12 listopada 2012

"Magiczna gondola" Eva Völler

Siedemnastoletnia Anna spędza wakacje w Wenecji. Podczas jednego ze spacerów jej uwagę przykuwa czerwona gondola. Dziwne. Czyż w Wenecji wszystkie gondole nie są czarne? Gdy niedługo potem Anna wraz z rodzicami ogląda paradę historycznych łodzi, zostaje wepchnięta do wody – a na pokład czerwonej gondoli wciąga ją niewiarygodnie przystojny młody mężczyzna. Zanim dziewczyna zejdzie z powrotem na pomost, powietrze nagle zacznie drżeć i świat rozpłynie się Annie przed oczami.


   Jak dobrze wiecie - choćby z ostatniej notki - jestem ogromną fanką Kersitn Gier. Więc gdy przeczytałam w podziękowaniach na końcu książki "Kasa, forsa, szmal" nazwisko Evy Völler, nie przeszłam obok tego faktu obojętnie. Z jeszcze większą chęcią rzuciłam się na "Magiczną gondolę" i... odpłynęłam.
   Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Dokładnie rok 2009. Anna, siedemnastolatka fatalnie radząca sobie w szkole, powtarzająca jedenastą klasę, przyjeżdża z rodzicami (wybitnymi naukowcami) do Wenecji, gdzie wspomniana dwójka pracuje. Idealne wakacje, można by rzec, ale Anna trochę się nudzi a do tego wpada w oko pulchnemu Matthiasowi - miłującemu stomatologię nudziarzowi, choć całkiem sympatycznemu. Wiadomo: rzadko kiedy "porządny, sympatyczny i miły" idzie w parze z "ciekawy i zabawny".
   I tak powoli przechodzimy do meritum - rodzina Anny i Matthiasa wybiera się nad kanał gdzie odbywa się wenecka, coroczna parada gondoli. Wszystkie gondole z Wenecji są czarne, jednak na wodzie pojawia się też jedna czerwona. A poprzez zbieg okoliczności Anna trafia do tej czerwonej... i przenosi się do Wenecji w roku 1499. Pięćset dziesięć lat wstecz. Całkiem naga, zdezorientowana, lecz na szczęście spodziewana w tamtych czasach. Bowiem podróżnik w czasie - Sebastiano - nie po raz pierwszy zabiera do przeszłości pasażerów na gapę.
   Dlaczego o tej książce będę pisać tylko dobre rzeczy? Bo odciągała mnie od wszelakich konstruktywnych zajęć typu odrabianie zadań, pisanie sprawozdań, przeglądanie internetu i po prostu nie pozwalała się nudzić. Nie jeden raz spoglądałam na nią tęsknym wzrokiem i po chwili ulegałam jej urokowi. Nie jeden też raz uśmiechałam się czytając ją, a przez Sebastiana dostawałam palpitacji serca. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest to idealna alternatywa dla myślących z nostalgią o czasach spędzonych z Trylogią Czasu w roli głównej. W końcu coś co może dorównać poziomem tamtym doznaniom, choć nie będzie aż tak romantycznie i aż tak śmiesznie. Voller bowiem uderza w poważniejsze tony, a ograniczenia co do podróżowania w czasie są większe. Co oczywiście jest też z perspektywy czytelnika ciekawsze. I chociaż początek książki jest trochę toporny to już po chwili tego nie zauważamy i dajemy się ponieść lekkiemu stylowi Voller, z niecierpliwością przewracając kolejne kartki.
   Co również mnie urzekło i sprawiło, że zakochałam się w tej powieści to objętość książki i mnogość przygód. A także główna bohaterka, która nie dość, że ma poczucie humoru to jeszcze jest odważna i zdeterminowana. Czyli mimozom mówimy nie. Na większą uwagę zasługuje też Klaryssa, przyjaciółka Anny, która kłamie jak z nut a mimo to wzbudza współczucie. No i Matylda, szalona i kochana gospodyni domu, w którym obie dziewczyny mieszkają w 1499 roku. Nie da się jej nie lubić.
   Podsumowując: wiem, że to setna recenzja tej książki i kolejna pozytywna ale naprawdę "Magiczna gondola" na te pozytywy zasługuje :) Może i jest podobna do Trylogii Gier ale mi to nie przeszkadzało, bo każda z tych powieści ma inne atuty, inne prawa podróżowania, odmienne typy głównych bohaterów i... uwielbiam podróże w czasie. No i przystojnych podróżników w czasie też lubię, przyznam się szczerze. Freakom takim jak ja zdecydowanie polecam!

26 komentarzy:

  1. Naprawdę zazdroszczę! Chciałabym mieć okazję przeczytać tę książkę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że na nią trafisz jak najprędzej :)

      Usuń
  2. Widzisz, a ja dałam się zwieść temu topornemu początkowi i sobie książkę odpuściłam. No trudno. Może kiedyś będzie jeszcze szansa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie :) A początek i mnie zniechęcał ale ani się obejrzałam a totalnie wsiąkłam.

      Usuń
  3. Ujęła mnie okładka - tajemnicza i mająca swój urok. Fabuła również intryguje mnie i mam nadzieję, że uda mi się dorwać "Magiczną gondolę". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, okładka cudo :) Egmont wie jak kusić :)
      Życzę szczęścia w polowaniu!

      Usuń
  4. Muszę ją jak najszybciej przeczytać ;) Normalnie aż się cieszę, że leży już u mnie na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę :)
      Dawkuj zdrowo :)

      Usuń
  5. Argumenty za przeczytaniem tej książki są genialne, bo jeśli powieść potrafi zbałamucić i sprawić, że idą precz codzienne zajęcia, to jest to dobra pozycja, którą warto przeczytać. Poza tym, Wenecja mi się marzy, podróż gondolą i dobra zabawa, dlatego muszę zdobyć tę książkę. Jak nic bankructwo mi grozi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, patrzyłam na nią i bolało mnie, że muszę się uczyć :D Więc warto, ale jeżeli masz przez mnie cierpieć finansowo to poczekaj na swoją bibliotekę. Nie chcę mieć i Ciebie na sumieniu :D Już dość, że mi się ostało 200 zł do końca miesiąca ^^

      Usuń
  6. Mamy podobne odczucia, co do tej pozycji. Choć mnie Anna miejscami irytowała i Sebastiano było za mało, jak dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie było go za mało, ale może to i atut? Przynajmniej nie śliniłam się do tekstu :D Ach te książkowe ideały...

      Usuń
  7. Cieszę się, że mimo wszystko książka zbiera pozytywy, bo naprawdę bałam się porażki :) A sama już niedługo zabieram się za ów lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, nie taki diabeł straszny... :D Spokojnie czytaj, będzie dobrze :)

      Usuń
  8. Czytałam i się w niej zakochałam! W moim mniemaniu, "Magiczna gondola" jest po prostu nieziemska! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak sama piszesz to kolejna pozytywna recenzja ;) Ale to utwierdza mnie, żeby po nią w końcu sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kusi mnie ta książka na każdym niemalże kroku, już nawet zastanawiam się, czy jej nie kupić :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam w oryginale i kiedyś nawet zagłębiłam się w jeden fragment - czytało się to świetnie. Na pewno sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, tak mam na nią ochotę, ale przy okazji mam przeczucie, że w najbliższym czasie nie znajdę dla niej czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  13. No i jak tu się wzbraniać przed tą książką skoro z każdej strony pojawiają się pozytywne recenzje na jej temat :D Zresztą i tak pewnie bym po nią sięgła, chociażby dla samego wątku o podróżach w czasie :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurczę, przez te wszystkie recenzje i te Twoją setną :P :P (ciekawe która to na serio jest xd) mam na tę pozycję coraz większą ochotę ! w koncu będe musiała po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja bym chętnie schrupała tą pozycje! Fajna recenzje ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak jak chyba wszyscy bardzo chciałabym przeczytać tę książkę i za nią dałabym sobie głowę uciąć :) Uwielbiam podróże w czasie, zakochałam się w nich po przeczytaniu "Czerwieni Rubinu" (dwie kolejne części wciąż przede mną :)).

    OdpowiedzUsuń
  17. Również jestem nią oczarowana. Chciałabym ciąg dalszy, ale nie wiadomo czy autorka planuje...

    OdpowiedzUsuń
  18. Kolejne podróże w czasie :) Lubię takie książki. Szczególnie po ,,Trylogii czasu'' tej samej autorki. Muszę zapytać o nią w bibliotece. Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie mogę doczekać się aż mój egzemplarz do mnie dotrze i cieszę się, że książka zgarnęła kolejną pozytywną recenzję! Tym bardziej chcę mieć ją już u siebie! :)) Okładki Egmontu są prześliczne! :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i poświęcony mi czas :)