23 lutego 2014

"Alchemia miłości" Eve Edwards


Kiedy w 1582 roku młody Will Lacey został hrabią Dorset, czekało go trudne zadanie. Zmarły ojciec zostawił majątek w ruinie i Lacey musiał jak najszybciej ożenić się z posażną panną, aby uratować swój ród. Na dworze Elżbiety I pełno było takich dam, lecz serce Willa biło mocniej tylko dla Ellie – ślicznej, uczonej dziewczyny, która nie posiadała nic poza bezwartościowym hiszpańskim tytułem. Gdy rodzina nalegała, aby Will poślubił lady Jane, piękną i bogatą szlachciankę, której majątek mógłby podnieść ich ród z upadku, młody hrabia stanął przed odwiecznym wyborem – serce czy rozum?

Książka Eve Edwards jest mądrą opowieścią o miłości w trudnych czasach, podległych wielkiej polityce. Anglia, której król Henryk VIII narzucił przejście na protestantyzm, pod władzą Elżbiety I żyje obsesją katolickich szpiegów i zagrożenia ze strony Hiszpanii. Szlachcic z dworu królowej, który zakochał się w dziewczynie z hiszpańskim tytułem, wiele ryzykował…

   Co jest ważne, co ważniejsze? - pytam się samej siebie, próbując rzeczowo ocenić powieść Eve Edwards i określić swoje odczucia jak najlepiej. Bo przecież mogę wyrzucić z siebie potok słów, ale jeżeli się nad nim nie zastanowię, będzie to tylko i wyłącznie bezsensowny bełkot. Piski już-nie-nastolatki krzyczącej: to było cudowne, chcę jeszcze, chcę tu zostać. Ale każda bajka ma swój koniec i moja przygoda w Anglii za czasów panowania Elżbiety I dobiegła na razie końca. Prawdopodobnie wrócę tam jeszcze, ale dzisiaj pozostawiam za sobą krainę średniowiecznych rycerzy i wracam do rzeczywistości, tylko przed snem łudząc się, że to wszystko mogłoby być prawdą.
   Życie Ellie, głównej bohaterki, której liczne tytuły odziedziczone po rodzicach są trudne do zapamiętania, nie jest usłane różami. Musi niańczyć ojca, który zatracił się w marzeniach o stworzeniu złota z metali nieszlachetnych, żyje w skrajnym ubóstwie a do tego zostaje potępiona i wygnana z miejsca, gdzie spędziła dzieciństwo. I to wszystko, w wieku lat dwunastu. Pech chciał, że koszmar wraca tuż po tym, gdy zaczyna jej się po latach powodzić i trafia na królewski dwór. I to znowu koszmar spowodowany przez tę samą osobę. Przez hrabiego Williama Lacey'a.
   Książka, którą rozkładam przed Wami na części pierwsze to przede wszystkim powieść dla młodzieży. Te z założenia powinny być nie skomplikowane, napisane prosto, odznaczać się niewyszukanym stylem i zarzucać młode osoby samymi najlepszymi wartościami w zestawieniu z tymi najgorszymi a kończyć się wygraną dobra nad złem. Zgadza się wszystko? Jeżeli coś pominęłam, piszcie.
   Tutaj tylko częściowo rzeczony utwór mieści się w powyższym schemacie. Po pierwsze i najważniejsze: styl jest kwiecisty a słownictwo niewspółczesne, co szczególnie widać w dialogach. Zgodność historyczna była dla autorki najważniejsza i zatroszczyła się ona o detale widoczne w opisywanych obyczajach, konwenansach oraz strojach. Ale nie ma co się dziwić, Eve Edwards ma doktorat z historii i to jest jej konik. Pierwszy mit obalony, ale...
   Poza aspektami historycznymi, chyba wszystko się zgadza. I tu mam dylemat, bo ja osobiście czułam się dobrze wśród tych jednoznacznie dobrych lub jednoznacznie złych bohaterów (chociaż głęboko w środku zatęskniłam za brutalną "Grą o tron") ale niektórym może to przeszkadzać. Zaznaczam jednak, że bohaterowie będąc dobrymi na zewnątrz, w środku przeżywali bardzo różne dramaty i stawali przed niełatwymi wyborami - i nie byli nudni, a większość bardzo polubiłam. Zaimponowała mi postawa Lady Jane. Ta bogata i z pozoru chłodna w obejściu dziewczyna, miała głowę na karku i konkretne zasady, których się trzymała.
   Aczkolwiek obiektywnie rzecz ujmując, było czarno-biało, niewiele szarości i z całości wysnuwała się jedna mądrość, pod którą podpisuję się obiema rękami i nogami: jeżeli ludzie się kochają, poradzą sobie ze wszystkim. Nie takie książki są teraz w modzie, jednak dla mnie ta historia była wybawieniem. Autorka nie traktowała biedy jak okropnego trolla, którego można zwalczać jedynie dobrym ożenkiem. Bogactwo nie było też czymś, o czym bohaterowie bezustannie marzyli i co było ich atrybutem (sieroty milionerów, dziane wampiry i opływający w luksusy fetyszyści). Widać da się opisać zwyczajnych ludzi w niezwyczajny sposób.
   Rozpisałam się! Przepraszam! Podsumowuję więc, jeżeli ktoś omijał co drugą/trzecią linijkę: ode mnie książka dostaję czwórkę z plusem a z braćmi Lacey na pewno się jeszcze spotkam. Nie odpuszczę sobie tej trylogii, kiedy wszystkie części już w Polsce wydane. Mimo nieprzyjemnych zdarzeń, które bohaterowie musieli przetrwać, książka niesie nadzieję, bohaterowie wzbudzają sympatię a styl budzi podziw i koi zmysły (szczególnie, gdy się człowiek zagłębia w opowiadania internetowe). Było mi dobrze w tych czasach, mimo braku współczesnych wygód i gdyby nie skromnie zaopatrzone biblioteki, mogłabym się tam przenieść na stałe :) 

9 komentarzy:

  1. Jestem bardzo ciekawa tej lektury

    OdpowiedzUsuń
  2. Powinnam się smażyć we wszystkich 9 kręgach piekielnych, bo zewsząd słyszę dobre opinie o całej serii, a na półce czekają dwie pierwsze części, do których nie mogę się dobrać. Jak tylko się uporam z tym, co naściągałam do domu, jak opętana, to muszę koniecznie przeczytać książki Edwards, nie ma przeproś! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to :D Miałam przystopować z książkami do recenzji ale gdy dostałam zapowiedzi od Egmontu... nie mogłam! A teraz jeszcze Otwarte odnowiło kontakt i już jestem w niebie. No i moja biblioteka ostatnio nieźle się zaopatrzyła (więc przytargałam 3 kolejne książki)...

      Ale spoko, damy radę - "Alchemię" łykniesz w dwa wieczory ;)

      Usuń
    2. Ja miałam ograniczyć zapełnianie półek książkami, ale jakoś mi to nie wychodzi :P Zazdroszczę współpracy z Egmontem i Otwartym, fajne książki mają :) Ja z biblioteki miejskiej mam 10 książek, 1 od jednej cioci, 3 od drugiej, 1 z biblioteki szkolnej i jeszcze 2 od koleżanki... Tak, to brzmi strasznie.

      Mam nadzieję, bo jakoś ostatnio cierpię na niedobór czasu, a nawet nie zaczęłam powtarzać do matury próbnej, którą piszę w przyszłym tygodniu :/

      Usuń
    3. O! No to poszalałaś z pożyczkami, ale ja mam podobnie w innych proporcjach :) A kupowanie staram się ograniczać, ale to nałóg, tak łatwo się tego nie zwalczy :D
      Fakt, jestem wdzięczna losowi za te współprace, naprawdę lubię ich książki i rzadko kiedy się na nich zawodzę.

      Powtarzać do matury próbnej? E tam, powtarzanie do matury w maju to tak, ale próbną się nie martw tak bardzo, co najwyżej przedmiot dodatkowy ale i tak wierzę w Ciebie :)

      Usuń
    4. Strasznie poszalałam ;) Ja też staram się ograniczać kupowanie książek, ale bardzo różnie z tym bywa :D

      Mam mieć z tego oceny, więc nie mogę iść totalnie na wydrę. W sumie piszę tylko z polskiego i matematyki, ale wychowawczyni już nas pocieszyła, że jak nie rozwiążemy funkcji kwadratowej, to nieważne co dalej napiszemy i tak nam banie wstawi. Na dodatek pod koniec tygodnia mam mieć powtórkę, więc będzie trzepanie zadanek przy tablicy, a lepiej nie denerwować nauczyciela, z którym masz 9 godzin w tygodniu xD Do tej właściwej to jeszcze mi trochę zostało, ale i tak postaram się nie odkładać tego wszystkiego na ostatnią chwilę, bo piszę rozszerzenie z matmy, fizyki i angielskiego. Dziękuję za wiarę we mnie :)

      Usuń
    5. Ojć... nie to już nie żartuję. U nas straszyli ocenami ale potem chyba odpuścili, stare dzieje... Funkcję kwadratową rozwiążesz, no ba! Ale rozumiem, nie czas na przyjemności.

      Szacun za fizykę rozszerzoną, już matma jest straszna a fizyka to ze dwa razy gorsza :) Angielski spoko, tylko bierz opowiadanie :D

      Usuń
    6. U nas też straszą, ale raczej groźby spełnią :/ W sumie to jak tyle siedzę w matmie, to chyba w nocy o północy bym wstała i deltę liczyła xD Niestety, książki dla przyjemności gdzieś w locie porywam, kiedy tylko mogę, czyli np. przy śniadaniu jak mam trochę czasu to przeczytam chociaż 5 stron, później się kładę spać, żeby poczytać... Po prostu gdzieś wykradam te strzępy czasu, bo człowiek by zwariował, jakby się tylko i wyłącznie uczył.

      Dzięki :) Już teraz widzę, że będzie tak, jak piszesz i matma jest straszna, ale fizyka dwa razy gorsza. W każdym razie muszę się przemęczyć, bo wszystkie kierunki, które mi się podobają wiążą się właśnie z tymi przedmiotami. Okey, zapamiętam wskazówkę a propos angielskiego, ale w sumie moja matura ma być taka porąbana, że już sama nie wiem jak to wszystko będzie w końcu wyglądać ;)

      Usuń
  3. Mam jedną z części tej pozycji <3 Muszę nadrobić jak widzę zaległości, i poczytać troszkę ;D
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i poświęcony mi czas :)