17 lutego 2014

"Wystrzałowa dziewiątka" Janet Evanovich




Stephanie Plum ma znacznie więcej szczęścia niż umiejętności, jednak zawsze wychodzi na swoje.
Trzeba odzyskać kaucję związaną z wizą. Pewien Hindus miał trzymiesięczną wizę z pozwoleniem na pracę i poręczono, iż wyjedzie, gdy skończy mu się zezwolenie na pobyt w Stanach. Jednak, jak to w życiu Stephanie – łatwo nie będzie. Jej trop prowadzi do grupy zabójców – słowo „łowczyni” nabiera nowego znaczenia. Szczególnie w Vegas, w otoczeniu tysiąca sobowtórów Elvisa, Toma Jonesa i stringów King Konga!


   Książka na którą z niecierpliwością czeka się kilka miesięcy musi być naprawdę dobra, by w odpo-wiednim czasie spełnić oczekiwania czytelnika. I z czystym sumieniem przyznaję, Evanovich znowu się udało. A ja nie mam zamiaru z tego powodu narzekać, więc jeżeli macie dość pozytywnych recenzji tego tytułu, musicie uciekać lub chociaż zamykać oczy jak najprędzej. Nie żartuję.
   Jednak spokojnie, starałam się tym razem nie tylko docenić zabawne dialogi i sytuacje, ale zastanowić się również nad kryminalną intrygą. Wszak element śledztwa, dość pokracznego, aczkolwiek śledztwa, w tej książce stanowi oś wydarzeń. Mamy bowiem do rozwikłania zagadkę, kto tym razem jest zabójcą. Bo Trenton, jak zauważa narratorka, leży przy autostradzie śmieci (czy jakoś tak) i przy takiej mieszance narodowości zawsze w kimś burzy się krew. To szalony Włoch, to Polak, to Rosjanin czy Amerykanin sięga po broń lub za drobne wykroczenia nie chce iść do więzienia i zaczyna się pościg. A i mafia jest stałym elementem krajobrazu. Tym razem jednak, mafia może się schować.
   I tak, pomijając fakt, że poczucie humoru Evanovich trafia do mnie zawsze i wszędzie i jak zwykle skręcam się ze śmiechu i szczerzę do książki (nie czytać na dworcu pełnym ludzi!), należy przyznać, że zagadka kryminalna, przynajmniej dla takiego laika jak ja, jest warta uznania - choć im bliżej końca tym trudniej było autorce utrzymać w tajemnicy sprawcę zamieszania. I nie był on przez to zaskoczeniem tak wielkim jak wyciągnięty z kapelusza słoń. Ale czy ja narzekam? Wcale! Dla mnie i tak misterna Gra była powiewem świeżości w całej serii i pokazała, że Evanovich nadal się liczy, i pewnie jeszcze długo będzie. Wszak w Ameryce mają ponad dwa razy tyle jej książek wydanych co u nas i wciąż liczą się one na listach bestsellerów. Przypadek? Nie sądzę!
   Zanim jednak złapię klamrą całość mojego wywodu i zamknę go standardowym akapitem zaczynającym się od mądrego: "Reasumując..." nie mogę nie wspomnieć o wisience na torcie, czyli trójkącie: Morelli-Plum-Komandos. Teoretycznie nie zmienia się wiele, ale rozkład sił pomiędzy jednym a drugim wiązaniem w tym związku chemicznym to zjawisko, któremu warto się przyjrzeć a w tej części tak zwane smaczki będą jeszcze wyraźniejsze i tak, będzie ostrzej. Przy Komandosie zmiękną Wam nogi w kolanach a przez Joego i jego "wyznania między słowami" szczęki opadną Wam do podłogi. Gwarantuję.
   A zatem, reasumując, "Wystrzałowa dziewiątka" to bajeczne czytadło okraszone może i prostym a czasem wulgarnym ale mimo wszystko dobrym poczuciem humoru (którego autorce mogą zazdrościć niektórzy nasi kabareciarze) a także przyprószone odrobiną kryminału i sensacji, od którego nie można się oderwać. Dla mnie to lek na całe zło. Ochroniarze Steph niestety nie mogą powiedzieć o niej tego samego, ale taka już ona jest. Pechowa jak czarny kot, rozbite lustro i przejście pod drabiną razem wzięte, łowczyni nagród, Stephanie Plum.