Anna Monika Dąbrowska, znana też jako Ania (ur. 7 stycznia 1981 w Chełmie) – polska wokalistka popowa.
Członkini Akademii Fonograficznej ZPAV[1]. Zadebiutowała w 2004 roku albumem Samotność po zmierzchu, który zdobył wysokie uznanie krytyki i publiczności.
Płyta ta została wyprodukowana przez Bogdana Kondrackiego i stanowiła połączenie popu, soulu i muzyki chilloutowej. Promowało ją 5 piosenek, z których największym sukcesem okazały się single "Tego chciałam", "Charlie, Charlie" oraz "Inna".
Album spotkał się z wielkim sukcesem, czyniąc z Ani jedną z najpopularniejszych polskich wokalistek. Zebrał przychylne recenzje i przez 41 tygodni znajdował się na liście najlepiej sprzedających się albumów w Polsce[5]. Został nagrodzony Fryderykiem w kategorii "Album roku pop"[6]. 17 grudnia 2004 roku osiągnął status złotej płyty za sprzedaż przekraczającą 30 000 egzemplarzy[7]. Dzięki wysokiej sprzedaży płyty Ania Dąbrowska zajęła trzecie miejsce podczas koncertu TOP festiwalu TOPtrendy 2005. Dotychczas album Samotność po zmierzchu rozszedł się w nakładzie ponad 40 000 egzemplarzy[8]. [wikipedia.org]
Siedzę w wygodnym, miękkim fotelu. Za oknem zimna mgła zasłania cały świat. W pomieszczeniu jest niewiele cieplej, bo ogień w piecu dogasa. Ale mi jest ciepło. Okryta pluszowym kocem, w ciepłych skarpetach i wełnianym swetrze tonę w poduszkach. I piję cierpkie wino. Z głośników wypływają pierwsze dźwięki.
Zaczyna się powoli, jazzowo, szeptem. Z każdą zwrotką pojawia się więcej instrumentów. Jest tak jak na początku koncertu, gdy lampy dopiero się rozgrzewają a wszyscy milkną. Słyszę odwagę ale i rezygnację w głosie Ani, bo "Pamiętać chcę" to taka gotowość do trzymania ciosu. Całkowite oddanie w miłości. Potem nie jest łatwiej i jakby w odpowiedzi, pojawia się hit "Tego chciałam".
I chociaż tekst tej piosenki nie porywa, to jednak czasami idealnie pasuje do sytuacji i po prostu nie da się go nie zaśpiewać w chwili bezsilności:
"Tego chciałam
zalanych łzami nocy właśnie to dostałam
wciąż będę czekać na twój znak choć nadaremnie
pomiędzy nami nie wydarzy się nic więcej"
Tego chciałam - Ania Dąbrowska
W ogóle cała płyta utrzymana jest w podobnym klimacie - co zdecydowanie mi się podoba. Nie muszę przebierać, kombinować, łączyć. Lubię przez godzinę po prostu słuchać, zatopić się w muzyce i tych emocjach. I chociaż gdy mam doła, powinnam szukać czegoś co mnie rozweseli to jednak... nie potrafię odmówić.
"Tyle miłości we krwi
Niesiesz każdego dnia
Na jeden moment choć raz
Chciałbyś komuś ją dać"
Nie ma nic - Ania Dąbrowska
Czwarty utwór niesie trochę optymizmu w sobie, choć jest to uśmiech przez łzy. Kolejna niespełniona miłość. A przy okazji cover piosenki Anny Camp o tym samym tytule i podobnym tekście.
"Charlie Charlie Na krótką chwilę wyszedł
Przepadł do dziś
Ukradł mi serce jeśli spotkasz się z nim
Powiedz że nie chcę tych pieniędzy, które zabrał
Że chcę go zapytać o powód
I muszę poznać go
Tylko czy zdołam to pojąć?"
Charlie Charlie - Ania Dąbrowska
Kolejna piosenka niesie ze sobą jeszcze więcej bólu i mam wrażenie, że sięga aż do jego dna. I chociaż słabo interpretuję, to mam wrażenie, że z tej sytuacji bohater nie ma już odwrotu. A przynajmniej on go nie widzi, i gdy słucha się tego utworu po raz setny, to serce rozrywa się na milion kawałków.
"Chciałbyś zasnąć i obudzić w innym świecie się
Zobaczyć ją
Jej dłonie w swoich dłoniach mieć
Więc zamykasz oczy i marzysz wciąż
Że kiedyś przecież spotkasz ją
Ona na pewno zrozumie..."
Czy ktoś spytać chce - Ania Dąbrowska
I wtedy pojawia się coś, co każe wstać z tego fotela i wyrzucić pustą butelkę do kosza. "Nie mogę cię zapomnieć" brzmi tak, jak poranek. Jakby właśnie słońce zbudziło nas z przyjemnego snu, który trwa. Zakochanie. A może nie? Nie jestem pewna. I chociaż na początku pomyślałam, że po takich emocjach jakie były na początku, ta piosenka tutaj po prostu nie pasuje... to jednak nie wiedziałabym, gdzie indziej ją umieścić. Nie można się wiecznie smucić. Miłość boli. Ale i tak zawsze się za nią uganiamy. Miłość to nie ogień, bo kto raz się poparzy, ten ognia unika. Tutaj jest wręcz odwrotnie.
A potem nadchodzi zima. Zima '81. Tak jak za porą roku, tak i za piosenką nie przepadam. Nie umiem sobie przy niej znaleźć miejsca. Zmieniam więc na następną. "Gangsta" jest bardziej mroczna na pierwszy rzut oka. Ale to dalsza część tej historii. Emocje, których nie chcemy.
"Codziennie widzę jak wychodzisz dostrzegam z okna że się boisz.
W wełniany szalik twarz swą wtulasz
jakbyś chciał schować się przed złem którego pełna twoja głowa."
Gangsta - Ania Dąbrowska
Co może jeszcze powiedzieć o miłości ktoś, kto jest nią zawiedziony? Że gaśnie. Tak po prostu, gdy się o nią nie dba i przyjmuje jako coś oczywistego.
Bohaterowie kolejnej piosenki chorują na obojętność.
"Z Jej ust płynie banał,
Z Jego sączy się stek
Kłamstw co dnia.
Przestały już działać
Czary które połączyły Ich
Nie dla Nich spacery,
Kino i kolacje wśród świec"
Tylko słowa zostaną - Ania Dąbrowska
Piosenka zamykająca pierwszą dziesiątkę sprawia, że zatrzymuję się nad czajnikiem z gorącą wodą i odstawiam kubek z kawą. Inna. Moja ulubiona. Tańczę, podśpiewując refren pod nosem. Z tą jedyną różnicą pomiędzy mną a Inną, że chodzę spać późno :)
A potem znów się uspokajam. Siadam w fotelu, uspokajam oddech, piję kawę mocno rozcieńczoną mlekiem i słucham piosenki, której wcześniej nie znałam, bo jest dodatkiem do tej płyty. I znów się w niej odnajduję, bo to właśnie taki moment, kiedy miotam się między tym co powinnam, a nie. Między tym co mogę zrobić, a na co wciąż nie jestem gotowa.
"Chciałbyś wyjść,
lecz nie wiesz gdzie.
Dokąd masz pójść i kręcisz się,
wśród tych samych płyt i starych książek."
Glory - Ania Dąbrowska
I kończę tę przerwę. Wracam do codzienności. Zmięty koc leży na podłodze a ja sprzątam, żeby nikt nie zauważył butelki. Wiem, że to ostatnia piosenka. Widzę w myślach, jak Ania żegna się z publiką zostawiając im na pamiątkę cover zespołu O.M.D. W jej wykonaniu jest po prostu lepszy. Prawdziwe instrumenty, jej nietuzinkowy głos.
"All I need is co-ordination
I can't imagine
my destination
my intention
ask my opinion
but no excuse
my feelings still remain"
Souvenir - Ania Dąbrowska
Nie czuję się o wiele lepiej, ale jestem spokojna. Uczucia się nie zmieniają pod wpływem muzyki, ale można je uporządkować. Przemyśleć. Można słuchać słów, i można również tylko i wyłącznie dać ponieść się melodii.
Pierwsza płyta Ani Dąbrowskiej była dobra, ale na pewno nie najlepsza. Jednak już wtedy zrobiła na mnie wrażenie i nie dała o sobie zapomnieć, gdy 10 lat temu po raz pierwszy zobaczyłam ją w telewizji. Teraz towarzyszy mi bardzo często, gdy jest źle, gdy potrzebuję odpoczynku, gdy czuję się "inna".
A niedługo - mam nadzieję - będzie towarzyszyć też Wam, ponieważ planuję napisać również o innych jej płytach. I może uda mi się przekonać Was do niej, jeżeli jeszcze nie daliście jej szansy.