Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2014

"Sieroce pociągi" Christina Baker-Kline

Molly Ayer zostaje przyłapana na kradzieży książki z biblioteki. Staje przed wyborem: kilka miesięcy w poprawczaku lub praca społeczna – uporządkowanie strychu leciwej wdowy. Dziewczyna wybiera drugą opcję i trafia do domu Vivian Daly. Nie spodziewa się tego, co przyniesie jej los…Na początku XX wieku, tysiące samotnych dzieci wywożono „sierocymi pociągami” z głodującego Nowego Jorku na farmy Środkowego Zachodu USA. Vivian była jednym z nich. Kobieta próbowała wymazać z pamięci trudne lata, jednak kufry na strychu przechowały świadectwa jej przeszłości.Wizyty Molly przywołują wspomnienia wielu tragicznych wydarzeń, porzucenia, wyobcowania. Pomimo różnicy wieku kobiety zaprzyjaźniają się ze sobą, odkrywając że ich losy i charaktery nie są tak różne, jak mogłoby się wydawać. Obydwie spędziły dzieciństwo samotnie, na wędrówce z jednego domu zastępczego do drugiego, wychowywane przez obcych ludzi. Obie noszą w sobie wiele pytań dotyczących przeszłości, na które nie znają odpowiedzi…

   Nie byłam przygotowana na to, że będę płakać. Nie pomyślałam, że mogę się jeszcze tak wzruszyć, bo gdy nadeszła pora na tę książkę nie czułam się najlepiej. Byłam zmęczona pracą, latem w mieście; byłam trochę rozżalona, nic nie szło po mojej myśli i chciałam się dobrze odprężyć. A tu takie wyzwanie. 
   Początek zaś niczego nie ułatwiał. Zbuntowana gotka, Molly Ayer, ze swoją historią wydawała mi się sztuczna. Jakby rozrysowana tak wyraziście na siłę. Wiecie, bunt - czyli głośne i ciężkie brzmienia, mocny makijaż, mroczna aura a w środku miękkie, zranione serce. „Zawiało schematem” – stwierdziłam, oceniając tak dziewczynę z rodziny zastępczej, której życie było naprawdę nie do pozazdroszczenia. Ale chodziło mi o przebranie gotki, nic więcej.
   Na szczęście pojawia się druga postać, Vivian. Starsza, zamożna kobieta, którą ze względu na status i wiek wszyscy wkoło traktują z szacunkiem i pewną rezerwą. Od razu jednak czytelnik czuje do niej sympatię i dystans się skraca. Między bohaterkami również.    Molly i Vivian łączy podobna przeszłość, chociaż ta druga przeszła zdecydowanie więcej i to jej opowieść jest ważniejsza w tej książce. 
   Sieroce pociągi – to nazwa pociągów jadących z Nowego Jorku do różnych stanów, w których zajmowano się rolnictwem i hodowlą. Do stanów, gdzie potrzebowano rąk do pracy. Vivian, po stracie rodziny trafia do jednego z nich. I na pozór wydawać by się mogło, że państwo wspaniale zadbało o najmłodszych obywateli. Tak przynajmniej stwierdził mój kolega, gdy opowiedziałam mu o czym jest książka, za którą się zabieram. Cóż, pozory mylą, bo tylko nieliczni mogli się cieszyć kochającymi rodzicami zastępczymi. Reszta, czyli starsze dzieci, od razu trafiły do miejsc, gdzie na kromkę chleba musiały zasłużyć, a szkoła nie zawsze im się należała. 
   W tym miejscu, autorce należą się słowa uznania, bowiem w prostych słowach opisała historię smutną, zatrważającą ale i wzruszającą. Nic nie jest tylko czarne, albo tylko białe. Ale wszystko ma swoje konsekwencje, a życie nigdy nie będzie dla nikogo łatwe i do końca nie oszczędzi nawet najbardziej pokrzywdzonych. Christina Baker-Kline napisała tę historię bez sztucznego budowania napięcia, bez eksponowania emocji. Jej bohaterka opowiada swoje życie spokojnie, choć nie było ono takie ani trochę. Jednak czas leczy rany i pozwala niektóre rzeczy wybaczyć lub zapomnieć. Mimo to, ten spokojny ton nie tłumi czujności czytelnika. Przez cały czas byłam po prostu przerażona tym, co dzieje się z tymi dziećmi. 
   I nadal jestem. Nie dziwię się, że „Sieroce pociągi” cieszą się takim uznaniem czytelników. Każdy, kto sięgnie po tę powieść zrozumie choć trochę osoby wychowujące się bez rodziców. Od strony technicznej, jest to przystępnie napisana historia, która wywołuje wiele emocji i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Jedyny minus to gotycki styl Molly, który po prostu nie pasuje, co w pewnym momencie przyznaje też sama bohaterka. Poza tym, jedna z lepszych książek, jakie czytałam. 

29 listopada 2013

"Ogień" Mats Strandberg, Sara B. Elfgren


Druga część bestsellerowego thrillera „Krąg” – historii sześciu nastoletnich czarownic z mrocznego miasteczka Engelfors.
Wybrańcy rozpoczynają drugi rok nauki w liceum. Wakacje upłynęły im na pełnym napięcia oczekiwaniu na kolejny ruch demonów. Lecz teraz ku ich zdziwieniu zagrożenie nadchodzi z najmniej spodziewanej strony. Stopniowo staje się oczywiste, że w Engelfors dzieje się coś bardzo złego. Przeszłość splata się z teraźniejszością. Żywi spotykają umarłych. Krąg Wybrańców coraz bardziej się zacieśnia


 Wiele czasu zajął mi powrót do Engelsfors. W pierwszej części działo się bardzo dużo, w tej na pewno nie mniej - ale co najważniejsze, czytanie tej książki jednym ciągiem jest zdecydowanie nie zalecane, chociaż "Ogień" wciąga. 
   Wróćmy jednak do konkretów. Miejsce akcji: Engelsfors, mała szwedzka mieścina, powoli zamierająca na rzecz innych aglomeracji miejskich. Bohaterowie: teoretycznie zwyczajni nastolatkowie zmagający się z problemami swojego wieku, z kłopotami w rodzinie... ze złem które nadciąga nie wiadomo skąd. A owo zło związane jest ze światem, do którego my, przeciętny czytelnicy, niestety nie mamy dostępu. Ze światem magii.
   Mamy więc magię i nastolatków posługujących się nią. A są to: Minoo, Vanessa, Linnéa, Anna-Karin i Ida - członkinie Kręgu. Świat dorosłych reprezentują członkowie Rady oraz lokalna czarownica prowadząca sklep z różnymi pseudo-magicznymi bibelotami. W pierwszej części członków Kręgu prześladuje demon zmuszający do samobójstw, którego udaje im się pokonać, jednak ogromnym kosztem. Po utracie Rebeki i Eliasa, dziewczynom jest naprawdę ciężko zjednoczyć się przeciwko wspólnemu wrogowi. Jednak summa summarum, używając czasem zbyt wiele magii, dziewczyny zwyciężają. Niestety, nie jest to koniec kłopotów. Fabuła gmatwa się bardziej, przychodzi czas rozliczenia z Radą nadzorującą użycie magii a Anna Karin ma być sądzona za nadużycia. Do tego od Kręgu odsuwana jest dyrektorka szkoły, niegdyś członkini Rady, ucząca dziewczyny magii.
   Myślałam, że po wprowadzeniu jakie mieliśmy w tomie pierwszym, tutaj akcja przyspieszy ale srogo się zawiodłam. Niby akcja posuwa się do przodu, nie można powiedzieć, że te setki stron zapisano na próżno... ale oczekiwałam fajerwerków, a dostałam za długi pilot serialu. Autorzy są z jednej strony bardzo subtelni i nie zdradzają wszystkiego od razu a nawet pozwalają czytelnikowi trochę błądzić, a z drugiej intymność dla nich prawie nie istnieje i bohaterowie pokazują nam się jak na badaniu lekarskim gdzie cała prawda wychodzi na jaw. Wszystkie wady mamy jak na dłoni. Największe i najbardziej wstydliwe słabości opisane jak gdyby nigdy nic. Jak coś normalnego. A przecież książki zazwyczaj były buforem pomiędzy światem rzeczywistym i "wymarzonym". Cóż, tutaj wskaźnik bliższy jest tej pierwszej opcji. Dlatego też książka może się tak dłużyć. Detale zawsze zajmują wiele miejsca, ale tutaj przejście do akcji właściwej może wręcz zniechęcać.
   Polubiłam bohaterki i ich historie naprawdę mnie interesowały, bo były bliskie moim przeżyciom z czasów gimnazjum i liceum - szczególnie kompleksy Anny Karin i Minoo. Te kwestie przyciągały moją uwagę i dzięki nim czytałam dalej, ponieważ wątek magii był zbyt pokręcony (a może Potter postawił poprzeczkę za wysoko?) i chwilami się nudziłam. I choć styl książki sprawiał, że można ją było połknąć na raz i nie zauważało się, że sto stron minęło od tak, to jednak pomysły na członków i działanie Rady oraz zło przybywające z niewiadomego źródła kompletnie mnie zniszczyły. Wiem, jak to brzmi. To pewnie kompleks "drugiego tomu". Zakończenie nie było złe, ale środek chętnie bym wycięła albo oddała autorom do korekty.
   Dobra, dość narzekań. Autorzy nie trafili do mnie tym razem, ale może dlatego, że książki "z północy" nie są lekkie i wymagają wyciszenia i skupienia na detalach, do których ja tym razem nie miałam głowy. Nie potrafiłam wygospodarować wieczoru z herbatą, świeczką zapachową i lekturą - tylko i wyłącznie. Ta książka zdecydowanie wymaga najpierw od nas. Dlatego nie zrażajcie się... KEEP CALM AND FINISH SERIES :) A jeżeli jeszcze nie czytaliście Kręgu a ja wam pięknie zaspojlerowałam to... udawajcie, że nie pamiętacie i sprawdźcie, czy Engelsfors na Was działa. Ambitniejsza literatura dla nastolatków. Teoretycznie. Praktycznie... czytajcie Sienkiewicza po prostu!


25 września 2013

"Krąg" Mats Strandberg & Sara B. Elfgren

Małe, otoczone gęstymi lasami miasteczko Engelsfors. Sześć dziewcząt właśnie rozpoczęło naukę w liceum. Nic ich ze sobą nie łączy, każda z nich jest inna. Na początku semestru w szkolnej toalecie znaleziony zostaje martwy uczeń. Wszyscy podejrzewają samobójstwo, wszyscy z wyjątkiem tych, którzy znają prawdę...
Pewnej nocy, gdy na niebie pojawia się czerwony księżyc, dziewczyny spotykają się w parku. Nie wiedzą jak, ani dlaczego się tu znalazły. Odkrywają, że drzemią w nich tajemne moce, a ich życiu zagraża niebezpieczeństwo...
Aby przeżyć, muszą działać wspólnie, tworząc magiczny krąg. Od tej chwili szkoła staje się dla nich sprawą życia i śmierci…
Pierwsza część znakomitej szwedzkiej trylogii
.

   Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. I tak oto zawitałam do piekła zwanego Engelsfors. Nie powiem, żeby mi się nie podobało. Niezbyt skomplikowana magia, taka którą chciałam wykonywać od dziecka (giń! przepadnij!), wyraziste i pełne swoistego wdzięku bohaterki i realne niebezpieczeństwo - bo autorzy tak jak G. R. R. Martin nie boją się uśmiercać postaci. Strach, kto będzie następny. Niepewność, kto to przetrwa i zagra pod koniec pierwsze skrzypce. Wiele, wiele emocji.
   Powieść wykańczająca czytelnika. W pozytywnym sensie rzecz jasna, bo moja przygoda z tą historią była naprawdę intensywna. Najpierw na przystanku, czekając dłuższą chwilę, poznałam bohaterki i bohaterów. Elias, Linnea, Vanessa, Minoo, Anna-Karin, Rebecka i Ida. Potem czas mijał a ja miałam kaca po "Cudzie". Ale się przemogłam i pomyślałam - czas goni, trzeba czytać. I jak już zaczęłam, tak w trzech długich leżakowaniach (kilka godzin prawie w jednej pozycji) przeczytałam. Wow! To było coś.
   Gdyby "Krąg" porównywać do innych współczesnych dzieł to byłoby to pomieszanie z poplątaniem Pretty Little Liars i GONE, i może czegoś magicznego - ale tutaj nie odnalazłam trafnego porównania. Dlaczego PLL? Bo osoby należące do Kręgu walczą ze złem samotnie - same przeciwko nieznanemu wrogowi. Nie mogą nikomu ufać. Nawet przyjaciołom. Liczy się tylko siódemka wybrańców (i jest to liczba zmienna, gdyż zło zabija ich po kolei). GONE, ponieważ to zło tak jak i Ciemność potrafi dosięgnąć umysły czarownic na odległość i nimi manipulować. Harry Potter to jednak za dużo, jeżeli chodzi o magię, bo nie ma tu magicznych roślin i stworów a zaklęcia są bardziej naturalne.
   Lista zalet jest długa: prosty styl, wartka akcja (dużo się dzieje), różnorodni bohaterowie (ale na szczęście ich wady i zalety nie są "na wyrost" i autorzy nie popadają w szalone skrajności) jednak ja chciałabym Waszą uwagę zwrócić na coś innego. Przede wszystkim, zimno. Nie wiem jak, ale od razu czuję, gdy czytam, że to północna Europa, a dokładniej Szwecja. Następnie, intymność. Narrator wszechwiedzący jest naprawdę dobrze poinformowany i jego wzrok sięga tam, gdzie rzadko który autor chce swym piórem sięgać. Dzięki temu bohaterowie są nam jeszcze bliżsi; są bardziej "ludzcy" i nie czujemy się przy nich tak strasznie głupio ze wszystkimi swoimi wadami. Każdy popełnia błędy. I każdy musi popełnić swoje. Nieostatnie, ale ważne przynajmniej dla mnie: cena. Za cegłę, którą z wypiekami na twarzy czyta się przez wiele godzin, zapłacimy w sklepie poniżej czterdziestu złotych. Czasami nawet trzydzieści. Możecie pomyśleć, że jestem interesowna (i słusznie!) ale wiele razy widziałam w tej samej cenie książki, które dało się pochłonąć w jeden wieczór. Lekkie czytadła. A tutaj mamy napisaną na naprawdę wysokim poziomie powieść dla młodzieży (i nie tylko), z której można coś wynieść, która zmusza do zastanowienia się nad pewnymi zachowaniami, słowem - daje dobry przykład.
   Spokojnie, już kończę. Ominęłam opis książki i nie zdradziłam prawie nic z fabuły. Starałam się bardzo, bo naprawdę warto sięgnąć po "Krąg" samemu a że dzieje się dużo, to wspomnienia czegokolwiek wydaje się ogromnym spojlerem. Pocieszające dla niektórych może być to, że zakończenie nie jest tak bardzo otwarte. Jeżeli ktoś uzna, że jeden tom mu wystarczy, to autorzy go nie zirytują ;) Ale ja z chęcią sięgnę po następny i, mam nadzieję, następny. "Ogień" już wkrótce.

***
Tymczasem kończę GONE 6 od którego mnie mama rano oderwała. Recenzja niedługo :)

Przepraszam za zmianę nazwy - chodziło mi to po głowie jakiś czas a teraz już jestem zadowolona i tylko z grafiką w przyszłości pokombinuję. Obiecuję!