Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

20 października 2014

"Złośliwa trzynastka" Janet Evanovich


Małżeństwo Stephanie Plum trwało jedynie piętnaście minut. Kolejny kwadrans pozwolił jej złożyć pozew o rozwód w nadziei, że nigdy więcej nie zobaczyć swojego ex. Okazuje się, że to tylko pobożne życzenie. W dziwnych okolicznościach Stephanie zostaje posądzona o zabójstwo byłego męża. Oto skandalistka Stephanie Plum i jej zwariowane przygody.




Najdroższa Janet. Jak Ty to robisz, że każda część tej serii jest taka dobra? To podejrzane, troszeczkę, ale gdy tak się dłużej zastanowić… Masz asa w rękawie. Niewątpliwie.
Masz Komandosa.


   Chociaż teoretycznie to Steph jest najważniejsza i to jej talent do pakowania się w kłopoty gwarantuje nam, że nudzić się nie będziemy, to osią wydarzeń w tej części jest Komandos. [To tylko i wyłącznie moja teoria – nie musi być prawdziwa]. 
   Nasza bohaterka musi znowu spotkać się ze swoim znienawidzonym byłym mężem, bo takie zlecenie otrzymała od kubańskiego przystojniaka. Jej zadaniem jest podłożenie podsłuchu prawnikowi i wszystko mogłoby pójść gładko: pod przykrywką, na luzie, udając, że niby to normalne, że Steph nie chowa urazy… ale jej gorąca krew bierze górę i Dickiemu nieźle się obrywa za zdradę ze znienawidzoną Joyce. No w końcu zasłużył na to manto.
   Pech jednak chciał, że jakiś czas później Dick Orr znika w niewyjaśnionych okolicznościach. A Steph, z racji swojego wybuchu, staje się główną podejrzaną. Dodatkowo, z jej szczęściem, kłopoty zamiast się rozwiązywać, mnożą się jak grzyby po deszczu. Wkracza zatem do akcji Komandos, który ma za zadanie chronić Stephanie, a że przy tym cały czas narusza jej granice prywatności i drażni swoją seksualnością, podtekstami i wymownymi gestami… Cóż. 
   Mało mówi się o tym, jak bardzo na książkę wpływa tłumaczenie, a zatem powiem: tłumaczenie Dominiki Repeczko jest idealne i wpływa na śliwkowe książki znacząco! Humor typowo amerykański przedstawiła w jak najbardziej przyswajalnej formie i nie ma kawału z którego bym się nie śmiała w książkach Evanovich. Nie ma. Lekka forma, dobry żart, komandosowe: „Babe” przerobione na: „Dziewczyno” i wiele, wiele innych. Pani Repeczko należą się ogromne brawa. Jej tłumaczenie jest po prostu lepsze od poprzedniego. 
   Ale wróćmy do mojej teorii. „Złośliwa trzynastka” jest przez Komandosa namagnesowana. Po prostu. A Janet Evanovich jak zwykle igra z ogniem i dolewa tej oliwy, i podsyca. Na dokładkę, jak wisienkę na torcie, przedstawia nam cały wachlarz NSów z przeróżnymi hobby. I gdy robi się gorąco, jak kubłem zimnej wody traktuje biedną Steph, przydzielając jej najgorsze sprawy. A my z boku przyglądamy się, złośliwie, i czekamy jak ona z tego wyjdzie. Bo na pewno nie z całym samochodem.
   Wiem, że ktoś mógłby się przyczepić, że schemat jest zawsze ten sam. Może? Jakby tak rozkładać to na części pierwsze, to pewnie byłoby to prawdą, ale… po co? Śliwka ma zapewniać rozrywkę i to nieodmiennie robi. Już nie mogę się doczekać „czternastki”, bo jej premiera przypada na prawie najgorętszy okres na uczelni. A co to oznacza? Notatki na bok. Stephanie Plum nadchodzi.


11 lipca 2014

"Parszywa Dwunastka" Janet Evanovich


W trakcie kolejnego śledztwa Stephanie Plum odkrywa, że jest prześladowana przez uzbrojoną i niezrównoważoną psychicznie kobietę. W dodatku w jakiś tajemniczy sposób powiązaną z Komandosem: obrońcą, mistrzem i przyjacielem, który ukrywa co nieco przed Stephanie. Robi się niewesoło, trzeba ścigać mordercę i powstrzymać narastającą falę zbrodni. Czy Stephanie Plum zdąży tego dokonać nim zegar wybije parszywe dwanaście razy?




   Gdy rozwścieczona do szaleństwa kobieta, przedstawiająca się jako żona Komandosa, puka do Twoich drzwi – wiedz, że czas ucieczki do innego kraju właśnie nadszedł.
   Stephanie, jak zwykle po radosnym zakończeniu z poprzedniej części, znowu zmaga się z problemami, które na pierwszy rzut oka wydają się nie do rozwiązania. Teczki NS-ów piętrzą się w biurze Vinniego, pieniądze się kończą, Lula straszy coraz to nowszymi kreacjami i przerażającymi występami razem z Sallym (niestety, nie potrafi śpiewać) a do tego wszystkiego wątpliwą sielankę (ciągłe próby zapłacenia czynszu o czasie i przetrwania następnego miesiąca) przerywa wieść jakoby to Komandos porwał własną córkę. Nasza bohaterka nie wierzy, że może to być prawda, jednak wszystko na niego wskazuje. Tylko o co chodzi z panią Manoso, która wymachuje spluwą i marzy o pozbyciu się „tej zdziry, która sypia z jej ukochanym Komandosem”? Jakim cudem nasz (mój) ulubiony bohater mógłby poślubić taką furiatkę?!
   Mam wrażenie, że Janet czytała w moich myślach, pisząc tę część i w 90% poświęcając ją Komandosowi. Wiem, że jest to mylne wrażenie, bo oryginał powstał zanim ja cokolwiek o Stephanie Plum wiedziałam, ale co tam. I tak kocham Evanovich miłością nieustającą i wciąż rosnącą. 
   Komandos to ten zły chłopak, którego my, naiwne, uwielbiamy – chociaż wiemy, że będziemy przez niego cierpieć. I płakać. Dużo płakać. Tym razem przez jego boskość (ma w sobie coś z Herkulesa, i Apollina, i gdybym bardziej słuchała na historii dodałabym jeszcze kogoś) ucierpi więcej osób niż zazwyczaj. Zazwyczaj łamie tylko serca napotkanych kobiet, które oczarowane jego osobą tracą rozum. Teraz w grę wchodzi życie jego córki, życie Stephanie a także kogoś jeszcze. Ale to musicie doczytać. 
   Akcja pędzi, a my nie wiemy komu ufać. I gdyby nie śledztwo Steph, mogłybyśmy nieźle pobłądzić – ale od czego my mamą naszą drogą łowczynię nagród, jak nie od rozwiązywania zagadek? I chociaż na wolności grasuje szaleniec, który powinien siać tylko grozę i spustoszenie (ok, to mu się udaje) to znowu śmiejemy się do rozpuku, bo: 
1. babcia Mazurowa (wyjaśnień nie potrzeba)
2. Sally i Lula zaczynają karierę muzyczną 
3. Lula i Czołg (wątek mocno miłosny)
   Jedynym minusem było to, że zmęczona sesją nie dałam rady przeczytać tej książki jednym ciągiem i zasnęłam przed samym punktem kulminacyjnym. Ale ten minus powstał tylko i wyłącznie z mojej winy. Evanovich nie brakuje pomysłów i każda kolejna część trzyma poziom. Podziwiam ją, że pomimo mnogości książek w tej serii, wszystkie są równie przyjemne w odbiorze. Ja nie mam zastrzeżeń ale ostrzegam: to lektura dla osób, które po prostu chcą się zrelaksować, rozbawić i poszaleć w świecie opanowanym przez dwóch nieziemskich mężczyzn. Wszelkie ambicje odstawiamy na bok, nie szukamy na siłę wad, tylko czytamy, nastawiając nasz mózg na niższe obroty (stan odpoczynku po ciężkim dniu/tygodniu/miesiącu).
   No dobra, nie podoba mi się też nowa szata graficzna. Jest dobra, ale poprzednie okładki (od czwartej do dziesiątej części) były moim zdaniem idealne i ciężko mi się przyzwyczaić do tych nowych. Poza tym jednak, wszystko gra. 
   Czytanie tej części tuż po sesji, czyli cały dzień spędzony tylko i wyłącznie ze Steph, to było cudowne przeżycie. No może miał w tym swój większy udział również Komandos, ale cicho-sza. Nie chcę, żeby pani Manoso wparowała do mnie do domu. Nie mam takiej wprawy w ucieczkach wszelakich jak Śliwka. 

5 czerwca 2014

"Najlepsza jedenastka" Janet Evanovich




Stephanie Plum po ostatnich przejściach ma dość pracy jako łowczymi nagród. Nie chce już tropić zbiegów, ani uczestniczyć w strzelaninach i nie chce by jej kolejne samochody regularnie wylatywały w powietrze. Pragnie przejść na emeryturę. Tyle, że nie dorobiła się jeszcze odpowiedniego kapitału. Do tego wszystkiego tajemniczy „duch” z przeszłości podrzuca anonimy pod drzwi.




W chwili, gdy zwątpiłam w Śliwkę, do moich rąk trafiła "Najlepsza Jedenastka" i... cóż.
Była najlepsza.
Janet Evanovich, jak ty to robisz?

   Nie jestem znającym się na wszystkim koneserem książek. Nie drążę w fabule, o ile autor nie potknie się tuż przed moim nosem. Nie rozkładam na czynniki pierwsze, kiedy książka jest tak dobra, że czyta się sama. I tutaj również brałam w ciemno wszystko, co serwowała Evanovich. 
   Kiedy Stephanie po kolejnej "brudnej" akcji, która zakończyła się dla niej zdecydowanie źle, deklaruje, że oto nadszedł kres bycia łowcą nagród, nie uwierzyłam. Nie i już. Bo jak to możliwe? Co teraz? Przecież już tak dobrze jej szło. No dobrze, trochę przesadziłam z tym optymizmem. Ale sami rozumiecie, jeżeli znacie Steph. 
   A jednak. Jak powiedziała, tak zrobiła. Z dnia na dzień nasza bohaterka została bezrobotną, ale przy jej wrodzonym ADHD, nie na długo. I takim oto sposobem znowu mogłam zagłębić się w świat, w którym szaleństwo jest czymś normalnym i chyba wszystko jest na opak. Zaczynając od Babci Mazurowej a kończąc na Valerie - siostrze Steph, po drodze zaś zostawiając za sobą kilku przestępców, których Stephanie miała przyjemność poznać. Co warto zauważyć, Evanovich nie ma żadnych oporów, gdy rozpisuje swoje postaci przez co bywa przerażająco, obrzydliwie i krwisto - chociaż to taka "lekka" historia.
   "Najlepsza Jedenastka" to połączenie sensacji, kryminału i komedii w idealnych proporcjach. Przynajmniej dla mnie, ponieważ ciągle coś się dzieje, jest zagadka do rozwiązania ale przede wszystkim mogę się rozluźnić, szczerząc się do książki. Narracja prowadzona przez naszą bohaterkę, jej nietuzinkowe decyzje i pokrętne myślenie, które summa summarum prowadzą zawsze do rozwiązania sprawy to coś, co wzbudza mój podziw nieustannie. Stephanie rzadko kiedy wybiera najprostsze rozwiązanie przez co zawsze musi się nieźle nagimnastykować, aby dopiąć swego. I trzeba przyznać, jest mistrzynią w kłamaniu i kombinowaniu. Potrafiła własnej matce wmówić, że gra na instrumencie, o którym nie wie nawet jak wygląda. To jest sztuka! 
   Wracając jednak do tego, co wspomniałam na początku - przy dziesiątej Śliwce wyczuwałam lekki spadek formy ale tutaj nie ma po nim ani śladu. Zakończenie kompletnie zaskakuje, apogeum ślubne z Valerie w roli głównej trwa i totalna eksplozja jest nieunikniona a Komandos znowu nie pozwoli o sobie zapomnieć. Mówiłam już, że go kocham? Chyba dziesięć razy, ale powtórzę jedenasty: gdy Komandos mówi do Steph: "Dziewczyno." - to moje kolana miękną a serce zaczyna bić szybciej. Tylko dlaczego do mnie on tak nie mówi?! Dlaczego?...
   Jak pewnie zauważyliście, nie jestem obiektywna. Daję Evanovich piątkę z plusem bez mrugnięcia okiem. Cudownie było oderwać się od codzienności razem z jej bohaterami i - jak to mówią - apetyt rośnie w miarę jedzenia. A następna część wychodzi w trakcie mojej sesji. Nie wiem, jak ja te studia skończę. Nie wiem dlaczego, ale podejrzewam, że ja to nawet wydawnictwu wybaczę :)

5 kwietnia 2014

"Dziesięć kawałków" Janet Evanovich


Stephanie ma niebywały talent do przebywania w niewłaściwych miejscach w niewłaściwym czasie. Prosty wypad na lunch kończy się wybuchem samochodu i nagle z łowczymi staje się celem. Taka karma. Jednak stara się znaleźć kryjówkę. Idealne jest mieszkanie Komandosa, twardego faceta, który wprowadził ją w tajniki zawodu.
Groteskowy wyścig z czasem i szalonymi pomysłami wścibskiej babci Mazurowej połączony z polowaniem na pączki.


   
   Tęskniliście? Bo ja tak, i nie wyobrażam sobie, że ta seria kiedyś się skończy. 
Wyobraziłam sobie. 
Auć, to boli. 
   Ale dość wygłupów, te znajdziecie w książce - i to w naprawdę dużej dawce, za dużej dawce. Można rzec, że autorka pojechała po bandzie, bo Steph z powodu desperacji robi naprawdę głupie rzeczy, np. szuka jaskini Batmana, a co gorsze, znajdując ją, zamieszkuje w niej na czas bycia poszukiwaną przez płatnego zabójcę. A czemu jest poszukiwana? Znacie szczęście (pech) naszej bohaterki. Ona po prostu przyciąga katastrofy. 
   Aż trudno uwierzyć, że Janet Evanovich "wróciła" do Polski z rzeczoną serią dopiero dwa lata temu, bo to już dziesiąta część a ja czuję się tak, jakbyśmy ze Steph znały się od zawsze. Bohaterka to taka lepsza wersja mnie, bo mamy prawie identyczne wady ale ona posiada trochę więcej zalet jak choćby aparycję przyciągającą największe ciacha w Trenton czyli Morellego i Komandosa, z naciskiem na tego drugiego. Tak, mam słabość do tych złych. 
   Dlatego, jeżeli jest się fanką tego drugiego, tak ja ja - w tej części można być naprawdę spełnioną czytelniczką. Komandos, jego mieszkanie i samochody zajmują sporą część książki. I tak, jestem blacharą tak jak i Stephanie, ale kto by się nie zachwycał jeżdżąc Porsche? No kto? A samochodów i tym razem bohaterka będzie mieć kilka. Powody, mam nadzieję znane, a jeżeli nie wiesz o co chodzi, odsyłam do lektury serii od samego początku. 
   Skupmy się jednak na "Dziesięciu kawałkach". Nadal jest śmiesznie, czasem dziko, babcia Mazuowa przeraża pomysłami ale mimo wszystko zdobywa sympatię i serce czytelnika, Steph wciąż nie wie co robić z tematem trójkąta miłosnego a Lula nadal leni się w pracy archiwistki. Do tego do akcji powraca transwestyta Sally i... będzie to miało związek z siostrą Stehp - Valerie. Ale w jaki sposób, musicie doczytać sami.
   Nie może być recenzji którejś z kolei części serii bez opisania tendencji i trendów. Zatem, jeżeli chodzi o poczucie humoru, autorka naprawdę daje radę i trzyma poziom. Do tego jest dość krwawo i wątek kryminalno-sensacyjny zdaje się być dopracowany, ale pomysły na niektóre epizody są trochę za bardzo pokręcone. Przynajmniej moim zdaniem, bywa nazbyt karkołomnie ale z drugiej strony, ciężko wymyślić coś lepszego. Tonący brzytwy się chwyta. Nie jest źle, ale nie obiecuję, że każdy będzie zachwycony.
   Poza tym... cud miód. Kłótnie Steph i Morellego o głupoty większe i mniejsze, obiady u rodziców, na których podstawie możnaby napisać odrębną powieść albo nakręcić pełnometrażowy film oraz staruszkowie z bronią. Nie wiem jak autorka to robi, ale zawsze śmieję się do jej książek. I czytam je za szybko. Zawsze. I to się chyba nie zmieni.
   Podsumowując, jestem zadowolona. Jest dobrze i chociaż coś tam zgrzytało to książki nie mogłam odłożyć dopóki umęczona długim dniem nie zasnęłam na niej. Chwytałam się jej w każdej wolnej chwili i nie mogłam uwierzyć, że to już koniec. Że znowu kilka miesięcy nie będzie nic więcej. Zazdroszczę wszystkim, którzy mają w tej materii zaległości. Na serio, macie szczęście.   

17 lutego 2014

"Wystrzałowa dziewiątka" Janet Evanovich




Stephanie Plum ma znacznie więcej szczęścia niż umiejętności, jednak zawsze wychodzi na swoje.
Trzeba odzyskać kaucję związaną z wizą. Pewien Hindus miał trzymiesięczną wizę z pozwoleniem na pracę i poręczono, iż wyjedzie, gdy skończy mu się zezwolenie na pobyt w Stanach. Jednak, jak to w życiu Stephanie – łatwo nie będzie. Jej trop prowadzi do grupy zabójców – słowo „łowczyni” nabiera nowego znaczenia. Szczególnie w Vegas, w otoczeniu tysiąca sobowtórów Elvisa, Toma Jonesa i stringów King Konga!


   Książka na którą z niecierpliwością czeka się kilka miesięcy musi być naprawdę dobra, by w odpo-wiednim czasie spełnić oczekiwania czytelnika. I z czystym sumieniem przyznaję, Evanovich znowu się udało. A ja nie mam zamiaru z tego powodu narzekać, więc jeżeli macie dość pozytywnych recenzji tego tytułu, musicie uciekać lub chociaż zamykać oczy jak najprędzej. Nie żartuję.
   Jednak spokojnie, starałam się tym razem nie tylko docenić zabawne dialogi i sytuacje, ale zastanowić się również nad kryminalną intrygą. Wszak element śledztwa, dość pokracznego, aczkolwiek śledztwa, w tej książce stanowi oś wydarzeń. Mamy bowiem do rozwikłania zagadkę, kto tym razem jest zabójcą. Bo Trenton, jak zauważa narratorka, leży przy autostradzie śmieci (czy jakoś tak) i przy takiej mieszance narodowości zawsze w kimś burzy się krew. To szalony Włoch, to Polak, to Rosjanin czy Amerykanin sięga po broń lub za drobne wykroczenia nie chce iść do więzienia i zaczyna się pościg. A i mafia jest stałym elementem krajobrazu. Tym razem jednak, mafia może się schować.
   I tak, pomijając fakt, że poczucie humoru Evanovich trafia do mnie zawsze i wszędzie i jak zwykle skręcam się ze śmiechu i szczerzę do książki (nie czytać na dworcu pełnym ludzi!), należy przyznać, że zagadka kryminalna, przynajmniej dla takiego laika jak ja, jest warta uznania - choć im bliżej końca tym trudniej było autorce utrzymać w tajemnicy sprawcę zamieszania. I nie był on przez to zaskoczeniem tak wielkim jak wyciągnięty z kapelusza słoń. Ale czy ja narzekam? Wcale! Dla mnie i tak misterna Gra była powiewem świeżości w całej serii i pokazała, że Evanovich nadal się liczy, i pewnie jeszcze długo będzie. Wszak w Ameryce mają ponad dwa razy tyle jej książek wydanych co u nas i wciąż liczą się one na listach bestsellerów. Przypadek? Nie sądzę!
   Zanim jednak złapię klamrą całość mojego wywodu i zamknę go standardowym akapitem zaczynającym się od mądrego: "Reasumując..." nie mogę nie wspomnieć o wisience na torcie, czyli trójkącie: Morelli-Plum-Komandos. Teoretycznie nie zmienia się wiele, ale rozkład sił pomiędzy jednym a drugim wiązaniem w tym związku chemicznym to zjawisko, któremu warto się przyjrzeć a w tej części tak zwane smaczki będą jeszcze wyraźniejsze i tak, będzie ostrzej. Przy Komandosie zmiękną Wam nogi w kolanach a przez Joego i jego "wyznania między słowami" szczęki opadną Wam do podłogi. Gwarantuję.
   A zatem, reasumując, "Wystrzałowa dziewiątka" to bajeczne czytadło okraszone może i prostym a czasem wulgarnym ale mimo wszystko dobrym poczuciem humoru (którego autorce mogą zazdrościć niektórzy nasi kabareciarze) a także przyprószone odrobiną kryminału i sensacji, od którego nie można się oderwać. Dla mnie to lek na całe zło. Ochroniarze Steph niestety nie mogą powiedzieć o niej tego samego, ale taka już ona jest. Pechowa jak czarny kot, rozbite lustro i przejście pod drabiną razem wzięte, łowczyni nagród, Stephanie Plum.  

14 listopada 2013

"Szczęśliwa siódemka" & "Ósemka wygrywa" Janet Evanovich


Droga Janet!
Dziękuję Ci za cudowne chwile spędzone ze Stephanie, Lulą, Komandosem i Morrellim. Ta czwórka to moi książkowi idole, bez dwóch zdań. 
Po trosze identyfikuję się ze Śliwką - bywam równie nierozgarnięta, spóźniam się i nigdy nie mam rewolweru gdy tego potrzebuję (innych przedmiotów też się to tyczy). Czasem też jestem cykorem jak Lula, ale mimo to uwielbiam ją - jej styl, jej hasełka i nadużywanie broni są po prostu urocze. Innego przymiotnika nie znajduję. Adorable! - jak rzekłaby koleżanka.
A jeżeli chodzi o mężczyzn w życiu Steph... Wybieram Komandosa! Jego pocałunki z zaskoczenia są takie romantyczne. W ramionach takiego macho chciałabym odpłynąć. I jak zazwyczaj nie jestem za mięśniakami tak tym razem kapituluję. Tylko że Morelli to taki porządny facet, wybór na całe życie i tak dalej. Pewniak po prostu. Jak kocha, to do grobowej deski. Trudny wybór - nie wiem jak z tego kochana wybrniesz. Rozważam posiadanie kochanka - jak można zrezygnować z któregokolwiek z nich?
Rany, osiem tomów za mną. Osiem! Są krótkie i lekkie, ale jednak. A przede mną co najmniej drugie tyle i nie nudzę się ani przez chwilę. Śliwkową serię pochłaniam z prędkością światła a przecież wcale za śliwkami nie przepadam. Czyste szaleństwo. Ale to dlatego, że zawsze potrafisz mnie zaskoczyć. Vinnie w akcji? No proszę, to był dobry ruch. Podobało mi się, nie będę narzekać przy powtórkach.
Właśnie, powtórki. Czytam tak szybko, że ciężko jest w głowie fabułę utrzymać, więc - bez bólu serca i skruchy - muszę przeczytać te osiem części znowu. No muszę. Ja wiem, że tyle książek innych (dobrych!) czeka na poznanie a ja nigdy nie lubiłam powtórek ale w tym przypadku... film widziałam już ze trzy razy, więc i książkom nie odmówię :)
Szkoda tylko, że na polskie wydanie dziewiątego tomu muszę tak długo czekać. Całe trzy miesiące. Brzmi jak wieczność - będę już po sesji chyba. Ale dam radę - chyba, że wcześniej rozjedzie mnie tramwaj. Byłoby smutno. Nie dowiedziałabym się, co z tą Śliwką.
No dobra, kończę już. Nikt nie ma teraz czasu na długie teksty - rozumiem. Sama życia nie ogarniam. Długie mają być Twoje książki, droga Janet. I tego się trzymaj.
Pisz dużo i wesoło jak zwykle!

Pozdrawiam
Marta

24 października 2013

"Przybić piątkę" & "Wytropić milion" Janet Evanovich







Tym razem bez opisów. 
Naprawdę nie wiem, kto je tworzy.






   Kolejne liście lecą z drzew... a u mnie wciąż Evanovich - i wciąż chcę więcej. To dziwne, bo zazwyczaj serie bardzo mnie męczą gdy czytam je ciągiem i muszę sobie robić przerwy. Jednak biorąc pod uwagę charakter książek Evanovich - każda część Śliwkowej serii jest jak cudowna przerwa. Na uczelni młyn, chłodziarki i sprężarki, a umysł pragnie odpoczynku. Dlatego zaraz po "zaliczeniu czwórki" "przybiłam piątkę" :)

   Systemem myślnikowo-kropkowym, zapożyczonym od Agnieszki, postaram się wyrazić ogólne wrażenia po obu częściach:

PRZYBIĆ PIĄTKĘ
  • Akcja jakby zwalnia, nie jest już tak wesoło, więc można z nią jechać w MPK i nie powinno się wybuchać śmiechem.
  • Komados, Komandos, Komandos! <3 li="">
  • Śliwka psuje więcej samochodów niż zwykle.
  • Zaginął wujek Fred, więc Stephanie ma na karku prawie całą rodzinę (na szczęście nikt go nie lubił).
  • Owszem, dwóch mężczyzn chce zabić / konkretnie pokiereszować naszą Śliwkę - ale żaden z nich nie chce się z nią przespać (jeden chce ją "tylko" zgwałcić).
  • Dylemat Morelli i Komandos jest nie na moje nerwy (obaj są przecież tacy... ach! ^^).
  • Sally, czyli nowy bohater pomagający Steph z "zagadkowym" NS-em, to najbardziej nieogolony transwestyta w Ameryce ale może i najinteligentniejszy - więc wybaczymy mu niepoważne podejście do roli "kobiety".
  • Lula (jej paralizator) miażdży!
  • Na kogo zdecyduje się Stephanie?! W tej części się nie dowiemy.
WYTROPIĆ MILION (Szczęśliwa siódemka)
  • Autorka zaspokaja naszą ciekawość już w pierwszym akapicie :)
  • Komandos zostaje NSSem (nowa/stara nomenklatura - tak samo jak Wonder Woman, która tutaj jest spolszczona).
  • Komandosa szuka nie tylko Vinnie i Steph ma towarzystwo (dwóch nierozgarniętych gangsterów, którzy starają się ją śledzić).
  • Babcia Mazurowa chce mieć prawo jazdy i własne mieszkanie.
  • Śliwka dostaje psa - Bob jest uroczy, tylko że zjada wszystko co znajduje się od podłogi do wysokości jego pyska. 
  • Najmilszy NSS ever - czyli stary kolega Stephanie - Księżyc, przewija się przez całą historię pomagając np. w znalezieniu gustownego samochodu.
  • Stephanie zapobiega samobójstwom - tak trzymać!
  • Ach, gdyby nie wieczny ruch w mieszkaniu Śliwki... robi się pikantnie :)
Plusy: było cudownie, już wypożyczyłam z jagiellonki kolejne dwa tomy. 
Minusy: fabuła szybko wyparowuje z głowy (więc w sumie plus - za rok mogę czytać od nowa :)); na nowe części będę musiała dłuuugo poczekać.

Pozdrawiam i do zobaczenia na targach, będę tam w sobotę i niedzielę, gdyż w piątek może i na uczelni mam wolne ale w pracy już nie. Jak chcecie mnie mimo to spotkać w piątek, zapraszam do klubu Studio od 12 do 18 ;)

PS. Do 31 października wciąż można walczyć w moim konkursie: KLIK. Warto :)

13 października 2013

"Zaliczyć czwórkę" Janet Evanovich

Stephanie Plum z drużyną rusza na ulice Trenton. Jeśli zobaczysz stukilogramową Murzynkę w różowej sukience albo draq queen z widoczną niechęcią do depilacji – bierz nogi za pas albo zostaniesz potraktowana... lakierem do włosów. 

Stephanie dostaje zlecenie doprowadzenia do sądu Maxine Nowicki. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się banalna – Maxine postawiono zarzut kradzieży samochodu jej chłopaka – nie ma wątpliwości, że to efekt kłótni kochanków. 
Tylko, że poszukiwana jakby zapadła się pod ziemię, jedyny ślad to zaszyfrowane wskazówki zostawiane w najdziwniejszych miejscach. 
Maxine szuka również tajemniczy psychopata, który lubuje się w okaleczeniach. Jakby tego było mało Stephanie staje się celem wyjątkowo płomiennych ataków zazdrości.
Trzeba zawrzeć pakt z Joe Morellim. A co gorsza – z jego rodziną. Która już rezerwuje ślubną salę i opowiada o słodkim małym bambini. 
Co to, to nie!

   Miałam czytać coś innego - taki był plan. Ale jak to z planami bywa, nie wyszło. Tamta książka była gruba, nieporęczna i przygnębiająca - a kolejny powrót na uczelnię sam w sobie jest już dość smutny, torba zaś pełna wszystkiego - więc sięgnęłam po zawsze kuszącą Evanovich. I było cudownie!
   Od czytania trzeciego tomu minęło kilka miesięcy, ale to nic nie szkodzi! Autorka wspomina ważne fakty mimochodem i bez większego wysiłku wplata je w narrację prowadzoną przez Stephanie. Dużo osób narzeka na pierwszoosobową narrację - rozumiem - ale tutaj lepszej opcji być nie mogło. Stefka jest tak urocza, zabawna i kobieca (niezdarność, brak zdecydowania, po prostu płeć piękna - płeć słaba), że po prostu nie da się jej odmówić. Mało to wszystko profesjonalne z mojej strony, ale przy takiej książce trudno silić się na wyszukane (wysublimowane!) określenia. 
   Zaczyna się niewinnie - jak zwykle. Nieszkodliwy NS, sprawa z pozoru banalna, nic tylko schwytać i się obłowić. Gorzej, gdy o pomoc w coraz trudniejszej łamigłówce trzeba prosić syna sąsiadki, który jest dwumetrowym, nieogolonym transwestytą, po piętach depcze największy wróg i stara się pieniądze zgarnąć nam sprzed nosa a Morelli... cóż. Trzeba się z nim przeprosić i zdać na jego gościnność. Ale po kolei.
   Czytając, miałam wrażenie, że pomimo kilku przewidywalnych faktów, to była najlepsza część dotychczas. Po pierwsze: dosłownie pękałam ze śmiechu. Po drugie: prawie każdą stronę chciałam skanować i wrzucać do internetu bo teksty były boskie. Po trzecie: precz z Grey'em, kiedy Morelli wkracza do akcji. Po czwarte: Lula rządzi!
   Ciężko określić konkretne sytuacje czy opisywać fabułę, bo nie chcę Wam czegokolwiek zdradzić. Wyłuszczę jedynie powody, dla których ja Evanovich wielbię:
1) lekki, przyjemny styl = idealna lektura do odprężenia,
2) narracja Stephanie - czuję się jakbym to ja była na jej miejscu i mogę się z nią w pełni identyfikować - też bywam taką ofiarą losu, nawet częściej niż ona i dużo kombinuję, żeby wychodzić z opresji cało i z twarzą,
3) bohaterowie są może i przerysowani, ale w swoich karykaturach uroczy i do polubienia,
4) nie jestem wielbicielką kryminałów, ale sprawy Plum nigdy mnie nie nudzą,
5) każdy w Trenton ma broń,
6) chyba tylko Kerstin Gier potrafiła mnie tak rozśmieszyć jak Evanovich,
7) Komandos i Morelli.
   Teraz, gdy wszystko jest już jasne, zapraszam Was do bibliotek a co odważniejszych do księgarni i na allegro. Cena książek z tej serii to dla mnie horror - jedyny minus ale trzeba przyznać, że konkretny. Dla szybko czytających jedna część to dłuższa podróż pociągiem albo jeden wieczór. A cena na okładce to aż 40zł. Mnie to przeraża, ale ja to ja :)

7 maja 2013

"Po drugie dla kasy" & "Po trzecie dla zasady" Janet Evanovich


Stephanie szuka Kenny’ego Mancusa, bo musi spłacić raty za samochód.
Morelli też szuka Kenny’ego Mancusa i sposobu na wyciągniecie ze Stephanie wszystkich informacji.
Babcia Mazurowa szuka rozrywki i najlepszego domu pogrzebowego w mieście. Tak na przyszłość.
Spiro Stiva szuka dwudziestu czterech trumien, które kupił po bardzo okazyjnej cenie i ma nadzieję, że Stephanie pomoże mu znaleźć złodzieja. Profesjonalnie.
Sprawa się komplikuje, ciała się piętrzą, niekoniecznie w całości, a długi niestety rosną. Trzeba jak najszybciej doprowadzić te poszukiwania do końca. Po pierwsze z uwagi na Babcię Mazurową. Po drugie jak zawsze – dla kasy.

***

Z wciąż nieco przerażającym rewolwerem w torebce i kapryśnym szczęściem na ramieniu, uzbrojona w niezachwianą wiarę w lepsze jutro, rusza z misją odłowienia wszelkiej maści mętów i szumowin trapiących rodzinne New Jersey.
Po drodze nadepnie na wszelkie możliwe odciski, wkurzy naprawdę złych facetów i na nowo zdefiniuje powiedzenie "wpaść po uszy w kłopoty". No, ale kredyty same się przecież nie spłacą...
Oto opowieść, która doda Ci odwagi.
Odkryjesz drogę, dzięki której staniesz się taką, jaką nie masz odwagi się stać.

   Po udanym pierwszym spotkaniu z autorką („Jak upolować faceta? Po pierwsze dla pieniędzy”) i obejrzeniu całkiem dobrej ekranizacji tejże książki nie mogłam się doczekać, aż w moje ręce wpadną kolejne części tej serii. Jednak brak czasu skutecznie utrudniał mi zabranie się za część drugą „Po drugie dla kasy”. Kiedy w końcu zaczęłam ją czytać, miałam luki w pamięci jeżeli chodzi o część pierwszą. 
   Jednak, jak to mówią: „Have no fear!”. Autorka nie pozostawia nas z niczym i nawet osoby, które nie znają początku historii będą ukontentowane krótkimi odnośnikami do przeszłości. W końcu relacje głównej bohaterki – Stephanie Plum z jej kompanem Joem Morrellim są dość skomplikowane i wymagają dłuższej chwili zadumy. W tym przypadku nic nie jest proste i przewidywalne. 
   „Po drugie dla kasy” to drugi tom serii, w którym Stephanie oprócz rozwiązywania nietypowych łamigłówek (kradzież trumien z szanowanego domu pogrzebowego) musi zapanować nad swoją nieco szaloną babcią Mazurową. W części pierwszej poznajemy ją – babcię – jako osobę z werwą, która niczego i nikogo się nie boi, jest do bólu bezpośrednia i mocno zafascynowana bronią wszelaką. Tutaj również pojawi się w jej rękach broń, zaś jej brak kompleksów i wiecznie niezaspokojona ciekawość przysporzą Stephanie wielu problemów na polu zawodowym i kontaktach z ludźmi. Dobra zabawa i niekontrolowane wybuchy śmiechu gwarantowane. A Joe Morelli, cóż… nie będzie miał łatwego zadania w dotarciu do informacji i serca Stephanie. 
   „Po trzecie dla zasady” prezentuje się zgoła odmiennie. Na pierwszy plan wychodzą: Lula (chojrak, który w najgorętszych momentach ucieka najszybciej), Komandos (wspierający Stephanie przy łapaniu życiowej formy – w końcu lata lecą, a tłuszcz sam z bioder nie znika) i Morelli (który coraz poważniej traktuje Stephanie). Tym razem nasz łowca nagród ma trudny orzech do zgryzienia nie dlatego, że sprawa jest nietypowa – choć tu też trzeba przyznać, że poszukiwany wujaszek Mo nie wyglądał nigdy na przestępcę – ale dlatego, że przeciwna jej działaniom jest cała okolica i nikt nie chce Plum pomóc w poszukiwaniach. Jej zamiary co do Mosesa Bedemiera, powszechnie lubianego i szanowanego sprzedawcy lodów, są dla społeczności niewybaczalne i większość stara się jej utrudnić pracę, nie mówiąc już o obraźliwych komentarzach pod jej adresem. Do tego dochodzi standardowy brak pieniędzy i wiecznie psujący się nowy samochód. Wujaszek Mo musi trafić w jej ręce i to jak najszybciej. 
   Janet Evanovich prostym stylem i trafnymi kwestiami bohaterów zapewnia czytelnikom niezapomniane i uzdrawiające chwile odprężenia przy salwach śmiechu i niekontrolowanym chichocie. Wiele dialogów aż chce się czytać po kilka razy – ponieważ tak bezbłędnie podsumowują konkretne sytuacje a do tego nie da się przy nich nie uśmiechnąć. Bez większej przesady można stwierdzić, że rozświetlają one mrok kolejnych morderstw, których w obu książkach nie brakuje i oczyszczają napiętą atmosferę, gdy trup ścielę się gęsto tuż pod nogami Stephanie. 
   Na pewno sięgnę po kolejne części, mając nadzieję, że Fabryka Słów przetłumaczy i wyda wszystkie 19 w Polsce. Dotychczas pojawiło się ich sześć a siódma jest w przygotowaniu. A gdy zabraknie mi Stephanie Plum postaram się zdobyć inne książki tej płodnej twórczo autorki, zaliczanej od teraz do moich ulubionych pisarek. Polecam Janet Evanovich jako autorkę z lekkim piórem i dużym poczuciem humoru. Jeżeli lubicie amerykańskie poczucie humoru, bohaterki nie będące ani mimozami ani super-hiper-wonder-woman oraz wątki kryminalne to seria ze Stephanie Plum ma szansę stać się waszą ulubioną.

Za książki dziękuję bardzo Students.pl! :)

13 stycznia 2013

"Jak upolować faceta? Po pierwsze dla pieniędzy" Janet Evanovich

Sandałki ze złotymi paseczkami, koszulka z głębokim dekoltem i poręczny Smith&Wesson, kaliber 38. Oto Stepanie Plum, łowca nagród z New Jersey.

Kiedy wylatujesz z pracy, windykator zajmuje ci samochód, a matka zabawia się w swatkę, jesteś gotowa desperacko chwycić się absolutnie każdego zajęcia. Nawet jeśli oznacza to, że zamiast wklepywania danych do arkuszy kalkulacyjnych będziesz łapać bandziorów. Gorzej, jeśli jednym z nich jest facet, który wykorzystał cię na podłodze cukierni. A konkretnie, to za ladą z eklerkami.

No, ale to było dawno temu. Naprawdę, nic osobistego.

   Chociaż książkę przeczytałam już jakiś czas temu i podobała mi się bardzo, to naprawdę ciężko jest mi określić ją tak, by nie wypadła banalnie. Historia jej zapoznawania wyglądała pokrótce tak, że nadzieje miałam wielkie a początek nie koniecznie zachęcał.
   Ameryka od tej słabszej strony, odmienne poczucie humoru, dziwne porównania - dla większości Polaków egzotyczne. Za dużo, zbyt nieprawdopodobnie. Odłożyłam ją na chwilę na bok, a w tym czasie spróbowała się w nią zagłębić koleżanka. Nie wyszło. Poddała się po jakichś pięćdziesięciu stronach. I już miałyśmy ją spisać na straty, gdy pomyślałam, że idealnie mieści się w torebce zamiast zeszytu na nudny wykład. Zadziałało.
   Główna bohaterka, Stephanie Plum, rozwódka, która niedawno straciła pracę i ukrywa ten fakt ile może przed rodzicami, z dnia na dzień trafia zza sklepowej lady do biura łowcy nagród prowadzonego przez jej niezbyt sympatycznego kuzyna. Nie ma lepszych perspektyw na zarabianie więc z pewną dozą ciekawości i może zbyt dużą odwagą prosi o zlecenie. Od razu z grubej rury, bo ma zamiar porządnie się obłowić na policjancie podejrzanym o zabójstwo, w którym niegdyś nieszczęśliwie ulokowała swoje uczucie. Do tego mówiąc krótko – wykorzystał jej niewinność w liceum i Stephanie nie ma zamiaru puścić tego płazem. 
   I choć są zawahania formy w historii, Stephenie Plum wciąż trzyma poziom. Prawdziwa kobieta, zmienna, z wahaniami nastrojów, bez większych kompleksów, dumna i silna, chociaż nie ze wszystkim da sobie radę sama. Zdecydowanie daleko jej do stereotypowej Bridget Jones. Na szczęście ma na podorędziu dwóch bajecznych mężczyzn, Joego i Komandosa. I chociaż Komandos w książce nie jest tak sympatyczny i przystojny jak w filmie to i tak tego rodzaju mężczyzny kobiety potrzebują (idealny opiekun i nauczyciel, a do tego typowy samiec, który z każdej opresji kobietę wybawi). Tak samo jak i przyjaciela policjanta, z którym Plum łączyła miłość do niezdrowego jedzenia. Obsesyjnie zdrowo odżywiającym się nie polecam.
   Może i nie jest to literatura najwyższych lotów, ale daję gwarancję na to, że ludzie z poczuciem humoru się nie zawiodą i przynajmniej raz na rozdział wybuchną śmiechem lub zachichoczą ku zdziwieniu współtowarzyszy. Przez tę powieść nie da się przebrnąć z kamienną twarzą. Monolog głównej bohaterki napisany jest po mistrzowsku – Stephenie ani się nie użala ani nie przechwala. Jej droga do sukcesów jest usłana różami z ogromnymi kolcami, ale ona potrafi obrócić to wszystko w żart i nigdy się nie załamuje. Z kilkoma wyjątkami, ale jest tym bardziej „strawna” jako twór literacki. 
   Wracając zaś do samej książki, styl jest prosty, język niewyszukany a rozmowy bardzo bezpośrednie, więc jeżeli chodzi o sferę intymności to jest bardzo niewielka. Bohaterowie bywają mocno przerysowani ale dodaje to tej historii, toczącej się na względnie spokojnych przedmieściach New Jersey, swoistego smaczku. Względnie spokojnych, bo fabuła rozgrywa się na pograniczu domostw teoretycznie porządnych obywateli - z idealnymi ogródkami oraz kwiatkami w oknach - i slumsów pełnych ludzi z mrocznymi historiami i trudną przeszłością. Bohater tej ciemnej strony, Ramirez, swoją brutalnością i niewybrednością tortur może przestraszyć nawet stojącego z boku czytelnika. 
   Podsumowując rozważania na temat książki „Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy” muszę stwierdzić, że to świetna komedia z nutą kryminalną dla kobiet w prawie każdym wieku. Oczywiście, występują ograniczenia poniżej szesnastego roku życia z powodu brutalnych scen. Mam wrażenie, że Janet Evanovich zależy na realności i oddanie klimatu prawdziwej Ameryki (która nie jest taka jak we śnie większości Polaków i niewiele różni się od reszty świata), dlatego też nie ma upiększeń i wygładzania rys. Czarny humor, wykpiwanie i ironia to narzędzia, którymi często posługuje się autorka. Bardzo sprawnie. Moment sięgnięcia po drugi tom wydaje się dla mnie w najbliższej przyszłości nieunikniony.